„Budowanie wcale nie jest łatwe…”

Andrzej Blikle, właściciel słynnych cukierni, to niezwykle barwna postać. Naukowiec, wybitny menedżer, społecznik, laureat wielu nagród. Ale również ojciec i dziadek.

Maurycy Korsak: Jest Pan dziadkiem…

Andrzej Blikle: Tak, Wnuk ma pięć lat, a wnuczka dwa.

M.K.: Czy bycie dziadkiem to przyjemność, czy obowiązek?

A.B.: Nie, to nie jest żaden obowiązek, to sama przyjemność. Obowiązek to bycie rodzicem. Mówi się, że dziadkowie mają takie same przyjemności jak rodzice, ale żadnych obowiązków. I jest w tym dużo prawdy.

M.K.: Czy często widuje Pan wnuki?

A.B.: Niezbyt często. Dzieci mieszkają pod Warszawą, więc mniej więcej raz na tydzień, raz na dwa tygodnie.

M.K.: Jak spędzacie wspólnie czas?

A.B.: Wnuczka ma, jak wspomniałem, 2 lata, więc z nią nie mam jeszcze takiego kontaktu, jak z jej starszym bratem. Mój pięcioletni wnuk lubi budować. Konstruuje, pokazuje mi, co zrobił, chce, abym ustawiał budowle razem z nim. Ma coś w rodzaju zaawansowanego lego. Są to klocki, które się do siebie przyczepia, więc budowanie wcale nie jest łatwe. Wnuk daje mi nieraz bardzo trudne zadania, więc nie zawsze potrafię się z nich wywiązać. Ma taką inwencję, że za każdym razem chce stworzyć coś zupełnie nowego. Wtedy razem kombinujemy, świetnie się przy tym bawiąc.

M.K.: Czy on ma już jakieś konkretne zainteresowania?

A.B.: Tak, muszę powiedzieć, że pod tym względem jest dosyć nietypowym dzieckiem, ponieważ odkąd pamiętam, bardziej od zabawek interesowały go przedmioty użyteczne – narzędzia, szczotki, garnki, sztućce itp.

M.K.: Jednym słowem praktyk.

A.B.: Tak, praktyk. Mój syn zabiera go często do sklepu budowlanego. Tam, w dziale hydraulicznym, wnuczek wybiera sobie jakieś rurki czy złączki, a później jest strasznie szczęśliwy, że może połączyć ze sobą dwa kawałki rury. Druga rzecz, którą lubi robić, to gotowanie.

M.K.: Będzie dobrym mężem.

A.B.: A może dobrym szefem firmy Blikle… W każdym razie takie proste rzeczy jak naleśniki potrafi zrobić już sam.

M.K.: Czy kiedykolwiek spędził Pan z nim sam na sam kilka dni?

AB: Nie było mi to dane. Chyba jeszcze nie odważyłbym się zaproponować tego jego rodzicom. Po prostu nie jestem pewien, czy podołałbym opiece nad nim przez cały dzień. Myślę o tym, aby go zabrać do Centrum Kopernika i Muzeum Techniki w Pałacu Kultury.

M.K.: Czy wnuk chodzi na jakieś zajęcia dodatkowe?

AB.: Tak. Przez 2 lata chodził do takiego przedszkola, gdzie językiem podstawowym był angielski. A teraz poszedł do szkoły Montessori. Od początku roku szkolnego jeszcze go nie widziałem, ale chyba jest zadowolony. Mnie się to dość podoba – tam nie mam klas. Dzieci w różnym wieku uczą się razem i dostają zadania do rozwiązania.

MK.: Czy są w Pana domu jakieś rzeczy, których dzieci nie mogą dotykać?

A.B.: Chyba nie. On lub pogmerać przy sprzęcie grającym, ale to zawsze można przywrócić do stanu pierwotnego.

M.K.: Czy orientuje się Pan w postaciach z bajek, o których z pewnością opowiada wnuk?

A.B.: Kompletnie nie. Muszę przyznać, że tu jestem ignorantem. Jeśli chodzi o mojego syna, to byłem znacznie lepszy, czytałem mu Brzechwę. O tych nowych bajkach nie wiem zupełnie nic.

                                                    M.K.: Bardzo dziękuję za rozmowę.