Gdy lustro jest wrogiem

Jeden z wielu pokoi. Ten akurat należy do jednej z wielu nastoletnich dziewczynek. Na ścianach, obok kolekcji zdjęć z wakacji, inne, ważniejsze. To modelki wprost z paryskich i nowojorskich wybiegów. Każda z nich jest inna, wyjątkowa, choć wszystkie łączy jedno – długie nogi, kościste ręce, wystające kości obojczykowe i bardzo szczupła sylwetka. W ocenie mamy, nawet nazbyt szczupła. Każda z nich piękna. Idealna w każdym calu. Te najpiękniejsze zostały powieszone przez dziewczynkę w najważniejszym jej zdaniem miejscu – wokół lustra. Na tyle dużego, że można bez problemu zobaczyć w nim całą prawdę o sobie. Każde niedociągnięcie, każdy mankament, z którym należy zrobić porządek. I nie chodzi tu o wystający kosmyk czy zaczerwienienie na nosie, a o tkankę tłuszczową. Fałdki tłuszczu, które bezlitośnie odkładają się tam, gdzie znaleźć się nie powinny. Dziewczynka, stojąc przed lustrem, najczęściej w bieliźnie, zaczyna szukać. Niczym profesjonalista z najlepszego gabinetu chirurgii plastycznej zakreśla palcem to, co jest dzisiaj do poprawy. Jednocześnie kalkuluje. Planuje, jak dojść do pożądanej sylwetki, jak stać się piękną. Spogląda na jedno ze zdjęć. Szepcze do niego, a tak naprawdę do siebie: „Jesteś piękna, będę taka, jak ty”.

Ta sama dziewczynka, a może już jakaś inna, budzi się rano. Przeciąga na łóżku, znów ten powracający ból głowy, zakłada kapcie. Spogląda w lustro. Idąc do łazienki, nie omija go obojętnie. Sprawdza w nim, czy przez noc coś się zmieniło. Po staremu, tak samo gruba i nieatrakcyjna jak wczoraj. Myje zęby, okres spóźnia się o kolejny dzień. Stara się bezboleśnie uczesać włosy. Na szczotce codziennie zostaje ich coraz więcej. No nic, może to z powodu braku witamin, przecież jest zima. Przygotowana do wyjścia siada, zachęcona przez mamę, do stołu. Przed nią talerz, a na nim dwie kolorowe od warzyw kanapki. O, jest sałata. Może i pomidor bez skórki przeciśnie się przez zaciśnięte gardło. Popija to wodą. Woda to samo zdrowie, oczyszcza organizm z toksyn, może też oczyści go z tłuszczu? W tle mama prosi o zwiększenie tępa, bo i tak jest już spóźniona. Dziewczynka tłumaczy, że dziś wyjdzie sama. Mama wychodzi, a śniadanie prawie nietknięte ląduje w misce pupila. „Masz, tobie z pewnością bardziej się przyda”. Droga do szkoły zmęczyła dziewczynkę bardziej niż w zeszłym tygodniu. Cieszy się z tego, bo to kolejne spalone zbędne kalorie. Hałas i gwar na korytarzu drażnią ją. Ostatnio wszystko ją drażni. To, że czyta i nie wie, co czyta, to, że czuje się śpiąca nawet jak prześpi całą noc, i w końcu to, że Klaudia wygląda lepiej niż ona. Na lekcjach wciąż liczy, przelicza, kalkuluje niczym wysokiej klasy komputer. Ale nie tylko omawiane właśnie na lekcji działania matematyczne, lecz również to, co jeszcze musi dziś zrobić, by czuć się zadowoloną z siebie. By osiągnąć zamierzony efekt i móc porównać wynik z tym uzyskanym wczoraj. To ciężka i żmudna praca. Ale warta zachodu, warta wysiłku, bo nagroda jest niezwykle atrakcyjna – spacer po mediolańskim wybiegu. Te kilka kroków na scenie, gdzie wszystkie oczy skierowane będą tylko na nią, każdy flesz uwieczni jej doskonałość, każda sukienka będzie idealnie skrojona.

Dzwonek, czas na lekcję wychowania fizycznego. Nie lubi jej, choć w domu potrafi ćwiczyć godzinami. Nawet jak odrabia za biurkiem zadane prace domowe, napina poszczególne mięsnie, by nie odpoczywały w bezruchu. Nie ma czasu na odpoczynek. Odpoczynek to porażka, a ta nie prowadzi do Mediolanu, ona nie spełnia marzeń. Szatnia przed salą gimnastyczną. Koleżanki radośnie plotkują, śmieją się, przebierają w leginsy. Dziewczynka z boku, nieco nawet w kącie, zakryta za szafką ściąga jeansy. Szybko w ich miejsce wciąga na siebie obszerny dres. Nie nosi nic obcisłego, bo nie chce, by się z niej wyśmiewano. Sama doskonale wie, że jest grubą świnią. Wbiega na salę, podczas rozgrzewki daje z siebie wszystko. Czuje się zmęczona już po pierwszym okrążeniu. Znów te cholerne zawroty głowy. Dziewczynka trafia do pielęgniarki szkolnej. Ta wstępnie bada ją, mierzy ciśnienie krwi, a w końcu waży. Dobrze, bo dziewczyna sama jest ciekawa, jaki jest wynik. Pielęgniarka, zaniepokojona, notuje coś, pyta o łaknienie czy coś takiego. „Wynik, jaki jest wynik?” – dziewczynka pyta z niecierpliwością. „Wynik to 45 kilogramów, na 164 centymetrów wzrostu. Zadowolona jesteś?” – z naganą w głosie odpowiada pielęgniarka.

Czas burzy i naporu

Zaburzenia odżywiania kwalifikuje się jako jedno z zaburzeń okresu dojrzewania. To właśnie wtedy ciało szybko się zmienia, szczególnie u dziewczynek. W stosunkowo krótkim czasie ich sylwetka nabiera bardziej kobiecych kształtów w okolicach bioder i piersi. Za sprawą odkładającej się tkanki tłuszczowej stają się pełniejsze. Kształtują się dzięki temu cechy typowe, przez co tak naprawdę pożądane, dla tej płci. Dziewczynka staje się bardziej kobieca. Jednak na „krągłościach” dojrzewanie się nie kończy. Na twarzy pojawiają się pojedyncze wypryski skórne, a pod pachą w i „tych miejscach” zaczyna wyrastać niechciane owłosienie. W tym miejscu nie można zapomnieć o miesiączce oraz dziwnym zapachu, jaki wydziela skóra. Tak wiele dzieje się w ciele i z ciałem nastolatka, a tak naprawdę nie ma on na to żadnego wpływu. Organizm zmienia się bez jego udziału, zgody, a przede wszystkim gotowości. Można poczuć się obco we własnej skórze. To, co do tej pory było moje, dobrze znane, a nawet kochane, teraz nabiera nowego wymiaru. Nie tylko tego mentalnego, ale najwyraźniej również fizycznego. Samo postrzeganie siebie, przez pryzmat ciała, również zaczyna nabierać nowego znaczenia. Tak jak wcześniej wygląd nie był kluczowy w kontaktach społecznych, w jednej chwili staje się głównym kryterium oceny drugiego człowieka. Ten ładny, ten brzydki, ten ma krzywy nos, a ten odstające uszy, ten jest za gruby, a ten idealnie szczupły. I jak tu samemu decydować o sobie, kiedy hormony robią swoje?

Wciąż niedoskonałe

Istnieje pogląd, który podkreśla istotną rolę samokontroli oraz samooceny w rozwoju zaburzeń odżywiania. Zgrabnie tłumaczy on fakt, że większość chorujących na nie nastolatków poprzez kontrolę swojej wagi i diety chciałoby przejąć kontrolę nie tylko nad tym, jak wyglądają oraz ile kilogramów wskazuje waga, ale również nad otaczającą je rzeczywistością. Nie bez znaczenia pozostają tu informacje o specyficznym profilu rodzin, w których osoby takie funkcjonują na co dzień. Statystyka jednak przestaje być ważna, kiedy chodzi o konkretnego człowieka. Istotniejsza wydaje się być wspomniana już samoocena i akceptacja tego, co widzi się przed lustrem. Jeśli sięgnąć po najogólniejszą definicję wszystkich zaburzeń odżywiania, to właśnie samoocena oraz zachwiane, przez co często zbyt odrealnione, postrzeganie własnego ciała staje się istotą rozdźwięku między pożądaną a posiadaną sylwetką. Osoba cierpiąca na wspomniane zaburzenia z czasem traci zdolność realnej oceny tego, jak wygląda, co w konsekwencji prowadzi do poważnych konsekwencji, nie tylko na poziomie psychicznym, ale również fizycznym.

Kto zawinił?

Wróćmy zatem do naszej dziewczynki. Wszystkie zmiany, na które nie wyraża wewnętrznej zgody, silne dążenie do zamierzonego celu, chęć bycia wyjątkową. Które z tych aspektów okazały się kluczowe i bezpośrednio doprowadziły do choroby? Czy możemy wyłuskać przyczyny, dla których osiągnięcie idealnej wagi ciała stało się dla niej najważniejszym celem życia? A co z rodzicami, może to oni w jakimś zakresie zawinili?

Szukanie przyczyn zaburzeń odżywiania jest niezmiernie trudne. Jedni faktycznie szukają ich w specyficznym modelu wychowawczym, inni zaś dowodzą, że same geny też nie pozostają bez winy. Zdroworozsądkowo warto też zastanowić się nad wpływem przeróżnych reklam oraz pokazów mody na postrzeganie kobiecego ciała i chęć odwzorowywania później tych modeli kobiecości i męskości przez nastolatki. Choć z pewnością mają one znaczenie, to jednak nie wiek XX „wynalazł” kult ludzkiego ciała. Jest ono obiektem zainteresowania wielu dziedzin nauki i sztuki od wielu wieków.

Znajdź czas na rozmowę

Jak zatem widać, przyczyn nadmiernego zainteresowania ciałem oraz związanych z tym zaburzeń może być wiele i są one niezmiernie różnorodne. Brak jednak bezpośredniej przyczyny problemów nie zwalnia nas z obowiązku czuwania i bycia zainteresowanym. Jak w wielu przypadkach, wczesna diagnoza daje większą szansę na powrót do równowagi. W przypadku zaburzeń odżywiania jest to niezmiernie istotne, ponieważ znajdują się one na niechlubnym acz wysokim miejscu w rankingach chorób o największej śmiertelności. A kiedy w grę wchodzi życie naszego dziecka, mobilizacja do walki o nie musi być maksymalnie wysoka. Uzasadniona w tym miejscu wydaje się maksyma – lepiej zapobiegać niż leczyć. A tak naprawdę niewiele trzeba, by nasze dziecko nie zostało pozostawione same sobie w jednym z najważniejszych, a jednocześnie najtrudniejszym okresie swojego życia. Czasami szczere i otwarte zainteresowanie wystarczy, aby w młodym człowieku nie zaczęło kiełkować ziarno niepokoju. Dbajmy zatem o to, by nasze nastolatki, podobnie jak my sami, były szczęśliwe i dumne z tego, kim są, oraz z tego, kim się stają.