Na zawołanie czy na wyciągnięcie ręki? O bliskości rodzica z dzieckiem

Bliskość niejedno ma imię. Tulenie, noszenie na rękach, kołysanie, całusy, wspólna zabawa, pomoc w nauce, a w końcu w wyborze sukni ślubnej. Blisko dziecka można być na wiele sposobów. Wybór tych właściwych, szczególnie na początku, ma olbrzymie znaczenie dla całego późniejszego życia malucha. Im dalej, tym trudniej – bliskość z niemowlakiem jest zupełnie inna niż ta z przedszkolakiem i, później, z nastolatkiem. Jednak wszystkie mają wspólny mianownik – dają bezpieczeństwo.

Bliskość mamy w genach

To prawda, zdolność do tworzenia więzi z rodzicami rzeczywiście mamy w genach. Wrodzony repertuar zachowań, takich jak ssanie, płacz czy przywieranie do opiekuna, gwarantuje niemowlęciu opiekę dorosłego. To naturalne i oczywiste. Fizyczna bliskość rodzica daje bobasowi ukojenie, spokój, komfort i poczucie bezpieczeństwa. Wyniki badań (oraz doświadczenia rodziców) pokazują, że domaganie się bliskości ze strony dziecka jest najbardziej intensywne, gdy: pojawi się zagrożenie (np. głośny hałas), opiekun jest „niedostępny” (np. chce wyjść z pokoju lub śpi) oraz wtedy, gdy malec odczuwa dyskomfort (np. zmęczenie lub objawy choroby). Efektem jest płacz, przemieszczanie się w stronę opiekuna i próby przytulenia.

Droga do przywiązania

Wiemy już, że mamy wrodzone predyspozycje do bliskości. Co z nimi robić? Przyjrzyjmy się dwóm pierwszym latom życia dziecka, bo to one są najważniejsze zdaniem Jamesa Bowlby’ego, znakomitego brytyjskiego psychiatry i psychoanalityka. Pierwszy etap, tzw. przedprzywiązanie, obejmuje 2-3 miesiąc. Na początku wspólnej przygody kluczowe jest uważne obserwowanie reakcji niemowlęcia i testowanie różnych sposobów zaspokajania jego potrzeb. W ten sposób rodzice uczą się skutecznie odpowiadać na sygnały, które wysyła im pociecha. Kolejny etap trwa do 7-9 miesiąca. Mówimy wtedy o przywiązaniu w trakcie tworzenia się. Dziecko zyskuje pewność, że na rodzicach można polegać. Stają się dla niego najważniejsi. Jakie jest wtedy ich zadanie? Bycie blisko. Towarzyszenie maluchowi poprzez różne codzienne działania wykonywane razem. Od 7-9 miesiąca do 2-3 r.ż. przywiązanie jest już w pełni ukształtowane. Typowe dla tego okresu są protesty malucha przed rozłąką z opiekunem. Rodzi się też brak zaufania do obcych. Ważne, żeby rodzic reagował na te małe „dramaty” cierpliwością, czułością, zrozumieniem i spokojem. Dzięki bliskości na tym etapie zaufanie dziecka do rodzica wzrasta i możliwe jest późniejsze otwarcie się na świat.

Co dalej? Po 2-3 r.ż. ma miejsce czwarty etap, czyli związek zmieniający się ze względu na cel. Wcześniej tylko rodzic miał obserwować i interpretować. Odtąd, dzięki rozwojowi intelektu, dziecko zaczyna rozumieć mamę i tatę – ich cele, potrzeby, uczucia. Bliskość zyskuje nowy wymiar również dzięki możliwości wymiany myśli podczas pierwszych rozmów z potomkiem. W tym okresie dla dziecka bardzo ważne jest, żeby opiekun pozostawał w zasięgu wzroku lub głosu. Innymi słowy: żeby mógł pojawić się od razu, gdy jest potrzebny. To jedno z zadań rodzica w tym okresie – bycie w pobliżu. Równie ważne jest wspólne oswajanie i poznawanie świata za pomocą języka, a także motywowanie pociechy do samodzielnych odkryć oraz wchodzenia w nowe relacje np. z kolegami i koleżankami z podwórka. Kolejne lata przynoszą coraz większe zmiany. Relacja staje się bardziej złożona, dwustronna i rozwijająca – rodzice wpływają na dziecko i, vice versa, dziecko wpływa na rodziców.

Poskromić złośnicę/złośnika

Nie taki nastolatek straszny, jak go malują. Nawet okres dojrzewania, chociaż upływa pod znakiem buntu i kryzysu autorytetów, może być wypełniony bliskością z rodzicami. Bardzo ważna jest opiekuńczość i zainteresowanie okazywane w poprzednich latach oraz dalsze podtrzymywanie bliskości emocjonalnej i ciepłych kontaktów. Młody człowiek, który w relacji z rodzicami czuje się bezpiecznie, chętniej mówi im o sobie. Poza tym potrafi zaakceptować fakt, że rodzice kontrolują, co, gdzie i z kim robi. O ile doświadcza też rodzicielskiego wsparcia, a kontrola nie oznacza braku zaufania!

Jeśli chcesz być blisko dziecka, koniecznie spędzaj z nim czas. Przebywając z nastolatkiem, łatwiej odkryć jego zainteresowania, mocne strony, słabości, marzenia oraz przekazywać cenne wartości i normy. Duże znaczenie ma wyraźne nakreślenie granic oraz oczekiwanie posłuszeństwa przy jednoczesnym wzajemnym szacunku. Ale! Dyskutuj z nastolatkiem. Pozwól mu dowodzić swoich racji. Jeśli od razu będziesz na nie, dziecko uzna, że o wielu sprawach po prostu nie warto mówić. Podsumujmy: czym jest bliskość z dorastającym człowiekiem? Partnerstwem, akceptacją, wspólnymi aktywnościami, stawianiem wymagań, ale też umiejętnością pogodzenia się z faktem, że rówieśnicy czasem liczą się trochę bardziej niż rodzice.

Rodzicielstwo bliskości i nie tylko

Bliskość to temat rzeka. Jedną z ciekawszych teorii dotyczących zagadnienia jest tzw. rodzicielstwo bliskości cieszące się coraz większą popularnością na całym świecie. Autorzy zachęcają do: budowania bliskiej relacji z dzieckiem już w trakcie ciąży, karmienia piersią, częstego noszenia bobasa, szybkiego reagowania na płacz, spania przy niemowlęciu, wyznaczania dziecku granic i unikania tzw. trenerów dzieci (chcących mechanicznie kształtować pożądane zachowania). Brzmi ciekawie? Owszem. Zainteresowani mogą zgłębić teorię na własną rękę np. poprzez lekturę prac Agnieszki Stein, autorki pierwszej polskojęzycznej publikacji dotyczącej rodzicielstwa bliskości.

Złoty środek

Bliskość. Na początku oznacza ciepło, spokój i ukojenie. Później jest obecnością na zawołanie, gwarantem bezpieczeństwa i zachętą do aktywnego poznawania świata. W końcu staje się szacunkiem, partnerstwem oraz rozsądnym stawianiem granic. I, może przede wszystkim, szukaniem złotego środka pomiędzy zbyt dużym i zbyt małym dystansem. Między nadopiekuńczością i obojętnością. To niełatwe zadanie, ale bez obaw – uważnie obserwując reakcje dziecka i zachowując zdrowy rozsądek, na pewno osiągniesz najlepszy dla was poziom bliskości. Nauczysz się, kiedy trzeba być na zawołanie, kiedy na wyciągnięcie ręki i kiedy trochę dalej.