Daleki bliski, czyli rodzic nieobecny fizycznie i emocjonalnie.

„Nie mam czasu, dziecko”, „Basiu, pobaw się sama, mama pracuje”, „Później zobaczę rysunek” – typowe teksty, które zna i stosuje większość rodziców. Często są one, najzwyczajniej w świecie, koniecznością. Szczególnie, gdy terminy w pracy gonią, a ubrania nie chcą się same wyprać. Jednak gdy stają się codziennością, wiedz, że coś się dzieje! Niepoświęcanie dziecku uwagi, unikanie kontaktu fizycznego czy brak czułości świadczą o oddalaniu się i zaburzeniu więzi. Przyczyny mogą być różne, chociażby migracja zarobkowa lub częste nadgodziny. Tymczasem nieobecność fizyczna i emocjonalna to bardzo poważne zagrożenia dla prawidłowego rozwoju najmłodszych członków rodziny.

Rodzicielstwo na odległość

Tata bywa w domu od święta. Mama? Nie częściej. Przyjeżdżają na kilka dni, wyjeżdżają na miesiące. Przywożą prezenty, dzwonią, piszą, ale fizycznie są daleko od dzieci. Często bardzo daleko. Tak właśnie wygląda sytuacja w wielu rodzinach migracyjnych. Polacy najczęściej opuszczają ojczyznę za chlebem. Tymczasem w kraju zostają one – eurosieroty. Im dłużej nimi są, tym poważniejsze konsekwencje ponoszą. Bartłomiej Walczak wskazuje na bardzo konkretne skutki nieobecności rodziców w zależności od tego, jak długo ich nie ma. Jeżeli są to 2 miesiące, skutki są niezauważalne. Jednak już 2-6 miesięcy wyjazdu mogą przynieść nieznaczne osłabienie więzi rodzica z dzieckiem. Jeżeli sytuacja utrzymuje się od 6 miesięcy do roku, może znacząco wpłynąć na proces socjalizacji dziecka i zaburzyć relację z rodzicem. Gdy migracja trwa ponad rok, zmienia się funkcjonowanie całej rodziny. Rodzic, który został, przejmuje funkcje tego nieobecnego, więź zostaje zaburzona, a dziecko czuje się odrzucone i osamotnione. Traci poczucie bezpieczeństwa. Tym bardziej, że może nie rozumieć, czemu rodzice wyjeżdżają, a świadomość, że powodem są pieniądze, wcale nie jest lepsza.

Dzieci opuszczone przez rodziców - migrantów wagarują, gorzej się uczą, wcześniej sięgają po alkohol, mogą brać narkotyki. Ich funkcjonowanie w sferze emocjonalnej oraz społecznej ulega zaburzeniu. Są apatyczne i wchodzą w konflikty z otoczeniem. To wszystko rzutuje na rozwój osobowości. U młodszych dzieci można zaobserwować tzw. lepkość uczuciową, czyli niepohamowane lgnięcie do dorosłych. Gdy nie zostaje odwzajemnione, zmienia się w izolację – oziębłość, a nawet wrogość i lęk przed emocjonalnym zaangażowaniem. Na szczęście nie musi być aż tak tragicznie. Jeżeli rodzice starają się jak najczęściej być z dziećmi, rozmawiać z nimi, a opiekunowie rzeczywiście się nimi zajmują pod nieobecność mamy i taty, można uniknąć poważnych kryzysów. Co nie zmienia faktu, że migracja nierozerwalnie wiąże się z tęsknotą, osamotnieniem i zmianą trybu życia całej rodziny.

Seven-eleven parents

Są też tacy rodzice, którzy może i pracują niedaleko domu, ale spędzają w nim tylko noce. Ishiyama i Kitayama, japońcy badacze kultury, ukuli pojęcie seven-eleven husbands. Odnosi się ono do mężów, którzy w pracy są od 7 rano do 11 w nocy. Czy posiadanie takiego taty (lub mamy) wpływa na dzieci? Tak, nawet bardzo. Wśród konsekwencji pracoholizmu rodzica można wymienić: lęki, depresję, poczucie braku wpływu na zdarzenia i szukanie ich przyczyn w otoczeniu (tzw. zewnętrzne umiejscowienie kontroli) oraz, w przyszłości, niezadowolenie potomka z funkcjonowania własnej rodziny. Rodzic-pracoholik jest nieobecny nie tylko fizycznie, ale też emocjonalnie. Odczuwa poczucie winy, z którym nie potrafi sobie poradzić. Nie ujawnia go. Zamiast tego, okazuje inną emocję – złość. Dzieci pracoholika przejmują od niego taki styl (nie)radzenia sobie z trudnymi emocjami. Poza tym żyją pod ciągłą presją związaną z wysokimi oczekiwaniami rodzica. Często sprostanie im przewyższa możliwości dziecka, a stąd prosta droga do niskiego poczucia własnej wartości. W domu pracoholika liczy się tylko praca. Nie ma miejsca na zabawę. Potrzeby materialne dziecka na pewno są zaspakajane, nawet na wyrost. Rzecz w tym, że nic nie zastąpi fizycznej i emocjonalnej bliskości z rodzicami. Tego nie można kupić.

Rodzice (nie)obecni

Bywa i tak, że rodzic jest tuż obok, w tym samym pokoju. Tyle, że akurat pracuje, czyta lub ogląda serial. Dziecko w tym czasie ma nie przeszkadzać. Przecież ma swoje zabawki, kredki, kolorowanki, książeczki, tablet… W zależności od stylu wychowania, który ujawnia się w zachowaniach rodzica, możemy obserwować dwa główne rodzaje nieobecności emocjonalnej. W przypadku stylu niezaangażowanego, rodzice są wycofani i nieuważni. Nie okazują zainteresowania dzieckiem, nie mają oczekiwań i wymagań, co często skutkuje impulsywnością, problemami z nawiązywaniu kontaktów (aspołeczność), poczuciem zagubienia i niechęcią do uczenia się nowych umiejętności. Z kolei styl autorytarny oznacza emocjonalny chłód i odtrącanie dziecka. Charakteryzuje się krytycyzmem, stosowaniem kar oraz wywieraniem nacisku np. za pomocą krzyku. Dziecko ma poczucie, że na miłość musi sobie zasłużyć, a każda porażka skutkuje odrzuceniem. Stąd nieśmiałość, konformizm i uległość, zaniżone poczucie własnej wartości, niższe umiejętności społeczne, brak spontaniczności, a czasem agresja. W przypadku obydwu stylów obecny jest wstyd, brak wiary w siebie i poczucie winy. Co gorsza – istnieje duże ryzyko, że w dorosłości dziecko będzie stosować ten sam styl, który poznało w młodości. Później przejmą go wnuki, prawnuki i tak dalej…

Rodzina na rozdrożu

Jeszcze inną niezwykle trudną sytuacją jest rozwód. Sposób przystosowania się dziecka do nowych realiów zależy od wielu czynników m.in. stosunków pomiędzy rozwiedzionymi rodzicami, przebiegu rozstania, osobowości młodej osoby. Jednak faktem jest, że rozwód to zawsze olbrzymia zmiana niosąca ze sobą określone konsekwencje. Jakie? Jedną z nich może być poczucie odrzucenia. Szczególnie w relacji z rodzicem, który opuścił rodzinę. I tak już osłabioną więź dodatkowo nadwyręża tęsknota, żal i gniew. Pojawia się też poczucie osamotnienia. Rodzice są tak zaabsorbowani rozwodem, a później układaniem sobie życia na nowo, że syn lub córka schodzi na dalszy plan. Zdarza się, że dziecko wini siebie za rozpad związku rodziców. Szczególnie, gdy nie potrafi zrozumieć, czemu do niego doszło i nie jest przygotowane na tak radykalną zmianę. Można by było wyliczać jeszcze dużo innych skutków wynikających z braku jednego rodzica i rozwodu, ale to już temat na osobny artykuł.

Rodzicielstwo = bliskość

Nie da się być dobrym rodzicem, jednocześnie separując się czy to fizycznie, czy emocjonalnie od swojego dziecka. Chłód, obojętność i niechęć to bardzo wyraźny komunikat: „Nie jesteś dla mnie na tyle ważny, żebym z tobą spędzał/spędzała czas, zasłuż sobie na moje uczucie!”. A przecież miłość rodziców powinna być bezwarunkowa. Budując więź opartą na poczuciu bezpieczeństwa, zrozumieniu, szacunku, serdeczności, dasz swojemu dziecku najlepsze możliwe wyposażenie na przyszłość. Wyrośnie na dobrego, radosnego człowieka potrafiącego budować udane relacje z innymi. Wiadomo, w życiu bywa różnie – migracja zarobkowa lub rozwód to często konieczność. Gdy wszystko dobrze się układa, też nie można poświęcać całego swojego czasu dziecku – każdy z nas ma wiele różnych obowiązków. Ważne, żeby mimo natłoku zajęć, móc poświęcić potomkowi choć trochę uwagi, gdy tego potrzebuje i, po prostu, kochać go całym sercem.