Mały Indywidualista: Czy pojawienie się wnucząt spowodowało, że świat w Pańskich oczach też się zmienił?
Daniel Passent: Tak, świat stał się piękniejszy. Powiększyło się grono osób, które kocham i które mnie kochają. Kiedy urodził się Kubuś, w klinice AM na placu Starynkiewicza w Warszawie, w gabineciecie dra Marianowskiego płakałem ze szczęścia.

MI: Czy częściej widuje Pan swoje dzieci, dzięki temu, że są już rodzicami? W naszym przypadku tak było...
DP: Moje kontakty z dziećmi (córka i pasierb) były i tak bliskie. Pod tym względem niewiele się zmieniło. Bronię się przed tym, żeby naszych relacji nie zdominowały kontakty organizacyjne, „techniczne“ (przywieźć, zawieźć, odebrać, przenocować).

MI: Jest Pan człowiekiem bardzo aktywnym, czy ma Pan czas na zabawę z wnukami?
DP: Czasu jest za mało, bo nie tylko ja, ale i wnuki są zajęte. Moja ulubiona forma spędzania z nimi czasu to zaproszenie ich po południu, z nocowaniem i odwiezieniem nazajutrz rano do szkoły lub przedszkola. Po południu i wieczorem można coś wspólnie przeżyć, zjeść kolację, wykąpać dzieci, poczytać im do snu.  

MI: Jak wpłynęło na Pana aktywność zawodową urodzenie się wnuków?
DP: Nie miało wpływu. Więcej czasu wnukom poświęca moja żona.

MI: Jakie są obowiązki dziadka, jeśli w ogóle jakieś są?
DP: Nie wiem, jakie są obowiązki dziadka, może być wzorem, pomocą, ostoją. Partyjka szachów, przejażdżka na rowerach, plac zabaw, lody, czytanie, trochę nauki, koszenie trawy – wszystkiego po trochu.

MI: Czy jest Pan typowym dziadkiem opowiadającym bajki, z wnukami na kolanach, czy też ma Pan swój własny pomysł na spędzanie z nimi czasu?
DP: Bajek nie znam wystarczająco wielu i nie opowiadam, najchętniej czytam wnukom w ciągu dnia i do snu – Brzechwę, Tuwima, wspólnie przeglądamy książeczki o dinozaurach, okrętach, piratach.

MI: Jakie są Pańskie wnuki, jakie mają zdolności, jak Pan wpływa na ich rozwój, czy chodzą na jakieś dodatkowe zajęcia?
DP: Janek (dziewięć lat) jest bardzo ładny, świetnie się uczy, chodzi do szkoły sportowej, jest wysportowany, a przy tym wyjątkowo grzeczny, trochę małomówny, wspaniale troszczy się o swoją młodszą siostrzyczkę, trzyletnią Hanię. Stosunki Janek – Hania są rewelacyjne, wszystkim się dzielą, do niedawna nawet spali razem. Pięcioletni Kubuś jest bardzo inteligentny, ciekawy świata. To gaduła, wcześnie zaczął mówić i ma wyjątkowo bogate słownictwo. Nie jest aniołkiem, ma charakterek, w wieku dwóch lat był trudny, kłopotliwy, zaczepny, stwarzał problemy w przedszkolu, ale to wszystko minęło.   

MI: Czy zgodzi się Pan z tezą, że bycie tatą (rodzicem) to same obowiązki, a bycie dziadkiem to same przyjemności, bo gdy pojawia się problem zawsze można oddać wnuka rodzicom.
DP: Niezupełnie. W wielu rodzinach, nawet takich, które stać na nianię,  dziadkowie i babcie mają obowiązki wobec wnuków – opieka nad nimi,  zawożenie i odbieranie ze szkoły, pływalni, angielskiego – to wszystko są bardzo przyjemne, ale jednak obowiązki. Odwiezienie wnuka na zajęcia o godzinie 16 i odebranie o godzinie 17.30 to praktycznie całe popołudnie.

MI: Czy zaryzykował Pan wspólny wyjazd z wnukami? Jeśli tak, jak było? Jeśli nie, dlaczego?
DP: Byłem z żoną i z wnukami zimą w Zakopanem i latem w Ustce. Było świetnie. W górach ćwiczyłem z chłopcami jazdę na sankach i oswajanie z nartami. Teraz Janek jeździ pewnie, a Kubuś ma za sobą pierwszy sezon.

MI: Jakie powiedzonko maluchów lubi Pan najbardziej, np. mój syn na sobotę mówił „szóstek” i słowo to weszło do naszego rodzinnego słownika.
DP: Kubuś mówił „wtorek, środek”, i „pies hauczy”.  Janek nazywał mnie „dodo” i tak już zostało. Mój pasierb, Łukasz, kiedy był mały, mówił „kordełka” i „atfosmera”, zaś na generała Kuropieskę mówił „Piesokurka”.

MI: W którym momencie Pan już nie może znieść rozgardiaszu dziecięcego i wycofuje się do swoich spraw? Czy taki limit wytrzymałości istnieje?
DP: Tak, po około dwóch godzinach wycofuję się na z góry upatrzone pozycje.

MI: Kończąc, jak Pan czuje się w roli dziadka?
DP: Czuję się bardzo szczęśliwy, że mam wnuki, że moje dzieci – Agata i Łukasz – mają dzieci i rodziny. Zarazem dbam o to, żebym nadal żył moim życiem, żeby mój dom nie był filią domu żadnego z dzieci, tylko „stolicą mojej rodziny”.