(NIE)bezpieczna subkultura

Młodzi ludzie tworzą grupy, które nie zawsze są rozumiane przez dorosłą część społeczeństwa. Czy jednak należenie do subkultury jest rzeczywiście pozbawione sensu?

Wydaje się, że na temat subkultur mówi się sporo, szczególnie w kontekście różnych zdarzeń dziejących się w naszym otoczeniu. Zazwyczaj komentarze są ostre, a czasami nawet pochopne i krzywdzące. Dlaczego? Być może przyczyna tkwi w ogólnospołecznym obrazie subkultur? Jeśli tak, to skąd wziął się ten niepochlebny obraz?

Trochę historii

Sięgając do niezbyt mocno zakurzonych jeszcze kart historii, możemy przeczytać, iż pierwsze publikacje na temat zrzeszania się ludzi w grupy nazywane subkulturami ukazały się w latach czterdziestych XX wieku. Grupy te, głównie zawodowe, poprzez głoszenie swoich poglądów starały się o zmianę sytemu lub norm określających prawa i obowiązki rządzących w danym kraju. Walczyły zatem o dobro swoje oraz pozostałych obywateli. Oczywiście używano do tego celu różnych, czasami mało wysublimowanych czy wręcz nielegalnych środków przekazu, zawsze jednak robiono to w słusznej sprawie. Przynajmniej takie było przekonanie czy założenie członków grup.

W niedługim czasie subkultury stały się na tyle popularne, a tym samym ideowo ciekawe, że zaczęły zrzeszać nie tylko grupy zawodowe, ale również inne. Najczęściej jednak, niezależnie od nazwy, cel był podobny – zademonstrować swój głos sprzeciwu wobec grupy trzymającej władzę lub rządu, który nie zawsze stawał po stronie szacownego obywatela. I tak narodziły się subkultury tworzone przez uczniów, fanów danej muzyki, grupy etniczne czy ludzi, których łączyła wspólna pasja lub cel społeczny. Początkowo same głoszone hasła czy przekonania wystarczały, by stać się zauważonym w tłumie. Teraz słowa to za mało, choć od nich wszystko się zaczyna.

Szansa na zmianę

Subkultura, szczególnie dla nastolatków, coraz częściej staje się sposobem na wyrażanie siebie. Tego, jak postrzegają świat czy otaczających ich ludzi. Młodzi ludzie mają własne przekonania i nierzadko przemyślenia dotyczące tego, co dzieje się wokół nich. Jedni manifestują je za pomocą swojego ubioru, inni poprzez zamieszczanie krótkich filmików w sieci, a jeszcze inni robią to poprzez „nicnierobienie”. Sposobów jest mnóstwo. Jedno jednak, mimo upływu lat, pozostaje niezmienne – wiara w to, że poprzez swoje działania coś się zmieni, a co za tym idzie, nadzieja na to, że im głos jest silniejszy, tym ma większą moc sprawczą. Co więc się stanie, kiedy cel zostanie osiągnięty? Czy dana subkultura rozwiąże się w imię wywalczonego przez jej członków postulatu? A może wręcz przeciwnie, umocni się, przekona o swoim sukcesie, i zacznie walkę o nowy, równie ważny cel?

W stronę ideału

Na czym polega magia przynależenia do grupy, nie zawsze przecież zmieniającej rzeczywistość? By móc podjąć próbę odpowiedzi na to pytanie, trzeba spojrzeć na nie okiem mądrego socjologa oraz bystrego psychologa. Jak już wspomniano, subkultury są szczególnie atrakcyjne głównie dla młodych ludzi. Wiek dojrzewania to ważny okres, w którym obok zmian typowo fizycznych zaczynają się również te związane z potrzebą określenia tożsamości i przynależności. To właśnie one w połączeniu z naturalnym buntowniczym podejściem do otaczającego świata, tworzą iście wybuchową mieszankę. W zależności od tego, gdzie zostanie skierowana siła eksplozji, w tym miejscu nastoletni człowiek odnajdzie swoje miejsce na ziemi. Czasami pchnięty owym podmuchem zatrzyma się na realizowaniu swojej pasji, innym razem wyląduje gdzieś na innym krańcu świata, a jeszcze kiedy indziej zacznie swoją działalność na rzecz ratowania zagrożonych gatunków. Oczywiste wydaje się również to, że kierunek działania nastolatka nie jest podyktowany jedynie jego własnymi przekonaniami. Zazwyczaj do podjęcia konkretnych kroków mobilizują nas przecież inni ludzie. Dlatego nie bez znaczenia wydaje się to, z kim się młody człowiek przyjaźni, kto jest w jego „polu rażenia”. Jeśli przewodnik jest oryginałem, a do tego jeszcze głosi idee, które trafiają w system wartości naszego nastolatka, najprawdopodobniej za nim pójdzie. Pierwszym krokiem „rekruta” z pewnością będzie upewnienie się, czy dana koncepcja jest słuszna oraz ulokowana jej na jakimś poziomie rzeczywistości. Jeśli ideologia zda ten wstępny test, nic nie będzie stało na przeszkodzie, by zacząć działać. W krótkim czasie nasz młody człowiek poznaje nowych ludzi, ciekawe miejsca, inne perspektywy czy poglądy. Nie tylko czuje się akceptowany, określony w jakichś ramach, ale przede wszystkim przeświadczony o swojej indywidualności, a jego byt nabiera sensu istnienia. Czuje się potrzebny oraz identyfikowany z czymś, w co wierzy. Jego pragnienie bycia postrzeganym jako ten, który ma pomysł nie tylko na siebie, ale również na otaczającą go rzeczywistość, zostaje spełnione. A to z kolei znacząco wpływa nie tylko na pozytywną samoocenę, ale także na przekonanie, że jest ważny, a to, co robi, ma znaczenie. To niezwykłe uczucie, niemal nadające sens istnienia. A czyż nie tego szuka każdy człowiek

Wystraszyć, obrazić, pobudzić

Co w takim razie jest nie tak? Dlaczego subkultury nadal funkcjonują w społeczeństwie jako niepożądane czy wręcz wulgarne? Może nie chodzi tylko o przekazywaną przez daną grupę ideologię? Być może niemiły dla oka i ucha przeciętnego obywatela jest sam sposób jej upowszechniania? Tak jak czas zmienia żądania, postulaty i potrzeby nastolatków, tak też nie pozostaje obojętny wobec środków przekazu tych postulatów. Coraz częściej to, co mają do powiedzenia młodzi ludzie, przekazywane jest w żalu, poczuciu niespełnienia czy niesprawiedliwości. Emocje z tym związane, niejako dla wzmocnienia powagi sytuacji, wyrażane są poprzez ostrą krytykę, a nawet wulgaryzmy. Sposób ten z pewnością nie jest zbyt wyrafinowany, jednak przede wszystkim liczy się jego skuteczność. W obecnej rzeczywistości, w której jednym z głównych środków masowego przekazu stał się Internet, nastolatek może odnieść wrażenie, że jedynym skutecznym sposobem promowania jego idei są „mocne” słowa i obrazy, ponieważ – w myśl podstawowej zasady marketingu „nieważne co mówią, ważne, żeby mówili – w sieci ma szansę zaistnieć tylko informacja, która zdumiewa, obrzydza, wzbudza silne emocje. Celem każdej „akcji” jest przede wszystkim to, by stać się zauważonym, docenionym, ocenionym jako głos nowej ery, a na końcu jeszcze pozyskać słowa uznania, a zatem i nowych zwolenników. Nie ma znaczenia, czy sprawa dotyczy brutalnego zabijania fok czy legalizacji marihuany, ważne jest, to by wzmocnić siłę swojego przekazu. Nie jest to łatwe, szczególnie wtedy, gdy musi on przekrzyczeć całą masę i tych „śmieciowych”, i tych poważnych informacji, zamieszczanych w mass mediach. Dlatego też, nie zawsze w zgodzie ze społecznymi standardami, moc swoim przekonaniom nadaje się w nieestetyczny czy wulgarny sposób.

Jak cię widzą, tak cię piszą

Podobna zasada obowiązuje w wyglądzie młodej osoby należącej do danej subkultury. Kiedyś poza ulotkami czy plakatami to właśnie ubiór zdradzał to, z kim ma się do czynienia. Dziś jest podobnie. Często szalik, wąskie spodnie z zawiniętymi nogawkami albo kolorowe sznurowadła mówią nam, kogo właśnie spotkaliśmy. I znów czasy nie są tu bez znaczenia. Atrybuty związane z wyglądem osób identyfikujących się z daną grup młodzieżową stają się mocniejsze i bardziej wyraziste. W cenie są coraz odważniejsze sposoby na ozdabianie swego ciała poprzez jego przekuwanie, tatuowanie czy wręcz wszczepianie metalowych ozdób. Gdy do tego czarna kreska mająca podkreślić kontur oczu przeradza się w spojrzenie niczym z horroru, a fryzura przypomina ptasie gniazdo, nastolatek nieświadomie przestaje wyglądać „odważnie”, a zaczyna wręcz karykaturalnie. Dobrze, gdy ktoś podkreśla swoją indywidualność, jednak podobnie jak w medycynie, wszystko co przesadne szkodzi. Nie zawsze chodzi o choroby, jakie mogą towarzyszyć „zabiegom upiększającym”, lecz o samą tolerancję społeczeństwa. Są bowiem nieformalne, lecz ogólnie funkcjonujące zasady ubioru czy zachowania przypisane określonym grupom społecznym. Dotyczy to również wyglądu ucznia czy studenta. A nawet jeśli nasz nastolatek nie jest ani jednym, ani drugim, wulgarny czy dziwaczny wygląd nie będzie działał na jego korzyść w normalnych społecznych kontaktach. Oczywiście możemy z tym walczyć, mówić, że nie szata zdobi człowieka. Zawsze jednak trzeba pamiętać, że dziecko, nawet prawie dorosłe, jest niejako wizytówką swoich rodziców czy dziadków w oczach ich znajomych. Aż ciśnie się na usta jedno z powiedzeń – jak cię widzą, tak cię piszą. I nie chodzi już tylko o to, czy nasz młody człowiek ubierze dziś koszulkę z napisem HWDP lub w rozmowie telefonicznej pokaże swoją dorosłość poprzez użycie połowy słów opisanych w słowniku wulgaryzmów polskich, ale o to, że nikt z nas nie jest jednostką społeczną zawieszoną w próżni. Każdy jest z kimś powiązany, kojarzony lub nawet identyfikowany. To dobrze, że młodzi ludzie nie pozostają bierni wobec tego, co ich otacza. Warto jednak zastanowić się, czy to, co robią w imię idei lub własnych przekonań, nie jest przykre albo nawet krzywdzące dla nas czy ich innych bliskich. Nie zawsze jedynym środkiem sprzeciwu stosowanym przez rodziców musi być stanowczy zakaz ubierania się „jak cudak”. Może z szacunku dla swojego dziecka, jego indywidualności, lepiej porozmawiać, wytłumaczyć zasady społeczne, zapytać, czy uważa, że zachowuje się w porządku. Taka spokojna rozmowa może zdziałać znacznie więcej niż ostry zakaz.

Trzeba krzyczeć

Co zatem sprawia, że subkultury od dawna zajmują ważne miejsce w każdej społeczności? Wydaje się, że osiągnęły to z tych samych powodów, dla których przez cały czas są tworzone nowe. Dzięki nim, zazwyczaj młodzi ludzie, mogą zaspokajać silną potrzebę określenia tożsamości i przynależności społecznej To sprawia, że młodzi ludzie czują wewnątrz grupy ogromną moc sprawczą, przez co mogą kreować własną rzeczywistość. Obecnie by móc to robić, trzeba krzyczeć. Na całe gardło, z każdego zakamarka ciała, głośno mówić o tym, jak jest oraz co zrobić, by to zmienić. Nie zawsze ten sposób przekazu lub wyrażania siebie spotyka się z aprobatą i przychylnym nastawianiem. Jednak dla młodych ludzi nie zawsze to jest najważniejsze. Ich celem staje się samo bycie zauważonym oraz odciśnięcie swojego śladu tam, gdzie każdy może go odnaleźć. A jeśli obok ktoś jeszcze zostawi swój znak, wzrasta w nich poczucie spełnienia oraz wiara w to, że każdy może coś zmienić.

Literatura:

1.         Aronson, E., Wilson, T.D., Akert, R.M. (1997). Psychologia społeczna. Serce i umysł. Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo.

2.         Bee, H. (1998). Psychologia rozwoju człowieka. Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo