Maurycy Korsak: Czy przypominasz sobie swoje dzieciństwo poprzez sposób spędzania czasu ze swoimi dziećmi?
Gosia Buczkowska: Tak, dosyć często, szczególnie gdy widzę bardzo skupione twarze moich dzieci, które właśnie robią coś, czego nie powinny. To całe napięte ciałko Toni, gdy grzebie w moich kosmetykach i próbuje zrobić sobie makijaż, albo kiedy Franek udaje, że nie słyszy, gdy o coś go prosimy, bo akurat układa rakietę kosmiczną z klocków lego. Wiele tych sytuacji związanych jest u mnie z emocjami, tzn. dokładnie pamiętam, co czułam, kiedy np. ktoś na mnie podniósł głos, bo byłam nieposłuszna.
Z Frankiem mam jakąś taką wyjątkową więź, kiedy widzę jego wyraz twarzy, natychmiast wyczuwam jego nastrój. To jest fajne, ponieważ wiem, jakie pytanie mu zadać, który „guzik” nacisnąć. Mam łatwość otwierania Franka.

MK: Myślisz, że Ksawery ma takie retrospekcje związane z jego dzieciństwem?
GB: Tak, ale są to raczej wspomnienia związane z czynnościami. Jemu kojarzą się wydarzenia. Pierwszy wyjazd na narty z dziećmi, pierwsze pływanie na żaglówce z Franiem (Ksawery jest zapalonym żeglarzem). To jest związane z nauką, ze zdobywaniem przez dzieci „sprawności”.  Przypomina sobie swoje dzieciństwo i śmieje się, że zaczynał wiele rzeczy w dużo późniejszym wieku.

MK: Czy zauważyliście u Franka jakieś wyjątkowe cechy, zdolności?
GB: Zauważyliśmy, że Franek ma niezwykle dobrą pamięć. Kiedy miał dwa lata, wyjechaliśmy do Szwajcarii. W tej chwili ma pięć lat i przypomina nam szczegóły tego wyjazdu. Zawieźliśmy tam w prezencie płytę Lury. Był to lejtmotyw naszego pobytu, wciąż gdzieś pojawiała się w tle. Dwa lata później, kiedy jechaliśmy samochodem, włączyliśmy tę płytę, a on natychmiast powiedział, że to jest ta muzyka, której słuchaliśmy u Asi i Mikiego w Szwajcarii. To jest niebywałe, to na pewno jakiś dar.

MK: Zastanawialiście się, co z tym zrobić? Jak rozwinąć?
GB: Nie wiemy jeszcze, jak to ukierunkować, ale on ma słuch muzyczny i silną wrażliwość na tego typu bodźce. Pamięta miejsca, zdarzenia, zapachy. Kiedyś w windzie powiedział, że tu „pachnie jak ciocia Marieta”. Rzeczywiście moja przyjaciółka, która opiekowała się nim czasem, gdy był mały, używa takich perfum.

MK: Dlaczego twoje dzieci są wyjątkowe?
GB: Bo są moje. Bo są moje i Ksawerego. Dla mnie wyjątkowość Franka związana jest z tym, co już powiedziałam, ale też z jego niezwykłą inteligencją, spostrzegawczością i błyskotliwością niektórych wypowiedzi. Utarło się, że chłopcy raczej później mówią niż dziewczynki, ale Franek, gdy miał dwa lata, wypowiadał się precyzyjniej od Tośki. Tośka ma teraz dwa lata. Franek w jej wieku mówił pełne zdania z dosyć dobrą dykcją, a Tośka mówi w swoim języku, który trudno zrozumieć osobom postronnym. Mówi dużo i wspaniale, ale po swojemu.

MK: A może wynika to z tego, że jemu, kiedy był mały, poświęcaliście więcej czasu niż Tosi.
GB: Trudno mi powiedzieć, czy to akurat miało wpływ na rozwój mowy u naszych dzieci. Zrzuciłabym to bardziej na temperament. Tonia jest kompletnie zwariowana, impulsywna, a Franek spokojny, wyważony, ma duże poczucie estetyki. Zwraca uwagę na szczegóły, np. w przedszkolu mówi Pani, że ma bardzo ładne nowe buty. I ona jest zdziwiona, że taki esteta rośnie. Mówi, że ładnie pachnie, prawi jej komplementy. A Tośka za to potrafi wszędzie wejść, na placu zabaw wchodzi na przeszkody dla starszych dzieci i z uśmiechem je pokonuje. Zupełnie różne temperamenty.

MK: Czy Franek był żywym bobasem?
GB: Franek był spokojnym niemowlęciem, hm… skupionym. Mój tata często się dziwił, że on jest taki precyzyjny i manualnie sprawny. Wszystko robił strasznie wolno, do tej pory musi mieć czas na pewne rzeczy. Tośka za to jest jak burza, a nawet czołg.

MK: Czy są to dwa różne żywioły?
GB: Tak, zdecydowanie. Franio, kiedy go sadzałam na placu zabaw, potrzebował pół godziny na obserwację otoczenia i dopiero po tym czasie przyłączał się do zabawy. Tośka wbiega na plac zabaw, zabiera, przewraca, robi zamieszanie. Ona działa, a Franek myśli. To jest ewidentna różnica pomiędzy nimi.

MK: Pomiędzy tobą a Ksawerym też są takie różnice?
GB: Ach… Ksawery robi rzeczy wolno, dokładnie, lubi je celebrować. Możliwe, że ja jestem bardziej nerwowa w działaniu, a Ksawery właśnie powolny, konkretny, spokojny. Ciekawe, może Tonia „poszła” we mnie, a Franek w tatę? Franek jest typem melancholika, powiedziałabym – poety.

MK: Co to znaczy? Już ma przemyślenia egzystencjalne?
GB: Zadaje już trudne pytania, owszem. To potrafi być zaskakujące, gdy pięciolatek dopytuje szczegółowo, co się dzieje z kimś, kto zmarł. On dużo myśli i dużo rozumie.

MK: A Tosia?
GB: Tośka jest jeszcze za mała na takie rzeczy. Ale jej charakter widać. Franio potrafi od rana mieć problem, takiego swojego „doła”, a Tonia od rana jest uśmiechnięta, jak rąbnie w coś głową, chwilę popłacze i dalej buszuje zadowolona.

MK: Czy Wasze dzieci oglądają dużo bajek?
GB: Mamy taki wieczorny rytuał, że o 19 puszczamy dzieciom bajkę, w tym czasie robiąc im kolację. Kiedy Franek miał dwa lata, zaczął oglądać „Teletubisie”. Potem przeszliśmy na bajki na Mini Mini. Franek szybko zorientował się, że na Mini Mini bajek jest nieskończenie wiele. Zawsze były problemy z zakończeniem oglądania, kiedy wyłączaliśmy telewizor, wpadał w histerie. Rok temu odłączyliśmy się od anteny i nie mamy żadnych programów. Puszczamy dzieciom bajki z płyt. Teraz Franek sam wyłącza sprzęt po obejrzeniu dobranocki. Tonia ogląda bajki z nim… Kiedyś popełniliśmy błąd. Kupiliśmy płytę „Kung-Fu Panda” i Franek to obejrzał. Tam jest taka zła postać, tygrys TaiLung. Franek zaczął go naśladować, polubił złych bohaterów. Bajka zrobiła na nim ogromne wrażenie. Wtedy poczuliśmy, że przegięliśmy. To było za wcześnie. Widzieliśmy, że boi się TaiLunga, ale też, że chce uczestniczyć w „przygodzie”. Dzisiaj pilnujemy, żeby bajki dobre dla Frania nie były za ostre dla Toni.

MK: Skoro Franek nie ma dostępu do bajek, jak czuje się w przedszkolu? Bajki przekładają się przecież na zabawki, gry i tym podobne, nie czuje się po odizolowany od rówieśników?
GB: Często opowiada o bohaterach bajek, których sam nie widział, ale usłyszał o nich od kolegów w przedszkolu. To pobudza jego wyobraźnię. Sam tworzy fabuły bajek, których w rzeczywistości nie ogląda. Słyszałam od niego o bajce „Ben 10”, on już interesuje się „Spidermanem”, „Batmanem”, „Żółwiami Ninja”, a nawet „Gwiezdnymi Wojnami”, np. w wersji Lego, bo te nazwy do niego docierają z różnych stron – plecaki, koszulki, wystawy sklepowe. Nie tylko w przedszkolu. To są jednak bajki dla starszych dzieci i tłumaczymy mu, że za jakiś czas będzie je oglądał, ale na razie jest za mały.

MK: Czy fakt, że nie zabija czasu przed telewizorem wpływa jakoś na jego sposób zabawy i spędzania czasu?
GB: No pewnie. Z przedszkola wiemy, że ma zdolności plastyczne. Bardzo lubi zadania z książeczek, gdzie trzeba coś narysować, policzyć, połączyć w pary itp. Potrafi spokojnie siedzieć i sobie je rozwiązywać, gdyby miał nawyk włączania Mini Mini po powrocie do domu, to pewnie by tych zdolności nie rozwijał.

MK: Czyli nie posyłacie go przed telewizor, aby mieć 10 minut dla siebie?
GB: Nie, Franek ma taką umiejętność, że potrafi godzinami bawić się sam, i to miał od urodzenia. Tworzy sobie własny świat. Ale nie oszukujmy się, czasem przychodzi i mówi, że już się nudzi, i wtedy albo proponujemy mu inną zabawę, albo bawimy się z nim.

MK: Czy Tośka potrafi zająć się sobą?
GB: Potrafi, ale raczej na krótko. Jej jest wszędzie pełno. Teraz przerabiamy taki temat, że Franio się bawi, ona, zainteresowana, chce się przyłączyć, psując mu coś, np. ustawienie samochodów do wyścigu. On się denerwuje i ją od siebie odsuwa, a ona płacze. Taki klasyczny schemat, który znamy przecież z dzieciństwa.

MK: Da się żyć bez telewizora?
GB: Oczywiście, że się da, więcej czytamy. Teraz Franek przeszedł na komiksy, ja nie lubię czytać komiksów, za to Ksawery tak, więc je sobie czytają. „Kaczora Donalda” i „Myszkę Miki”.

MK: Czy dużo spędzacie czasu z dziećmi?
GB: My w ogóle jesteśmy z nimi dużo, ponieważ nasza praca jest nieregularna, tak że czasami pracujemy raptem kilka dni w miesiącu. Siłą rzeczy albo jedno z nas, albo drugie jest z dziećmi. Nie potrzebujemy niani. W awaryjnych sytuacjach pomagają nam rodzice.

MK: Czy dużo podróżowaliście z dziećmi?
GB: Nie, kiedy Franek miał rok, byliśmy w Rzymie na weekend.  Boję się latać, a do tego jeszcze z dzieckiem… Poza tym przy dzieciach trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Byłam bardzo zestresowana. Rok później lecieliśmy z Frankiem do Włoch i Szwajcarii. Zawsze jednak mieszkaliśmy u rodziny, co dawało mi większe poczucie bezpieczeństwa. Reasumując, nie jesteśmy rodzinnymi globtroterami.

MK: Wysyłacie dzieci na jakieś zajęcia?
GB: W zeszłym roku Franek chodził na zajęcia muzyczne. Po kilku lekcjach odmówił brania w nich udziału, więc nie naciskaliśmy. Tego lata Ksawery zabierał go na łódki na Zegrze. Uczył Frania sterować i to bardzo mu się podobało.

MK: Stara się naśladować wasz zawód?
GB: Tak, w przedszkolu są stale jakieś przedstawienia. Zauważyliśmy, że Franuś bardzo naturalnie traktuje swój pobyt na scenie, lubi to robić i występy nie powodują u niego tremy. Lubi też „przegadywać” ze mną tekst serialu, w którym gram. Najpierw czytam mu tekst mojego partnera, który Franio powtarza po mnie, a potem ja powtarzam swoją kwestię.

MK: Czy macie jakiś podział wewnętrzny, kto czego uczy dzieci?
GB: Tak, a wyszło to zupełnie naturalnie, na nic się nie umawialiśmy. Ten podział jest chyba klasyczny. Ksawery jest od uczenia i pokazywania nowych rzeczy, poznawania świata od strony praktycznej, a mama, czyli ja – to emocje. Kiedy dzieci mają jakiś problem, natychmiast biegną do mnie.

MK: Pojawiają się „męskie tajemnice”?
GB: Jak najbardziej. Kiedy Ksawery i Franek wracają z jakiegoś wspólnego wypadu, Franek niezbyt chętnie opowiada mi szczegóły. Zachowuje to dla siebie jak tajemnicę i tylko po jego uśmiechniętych oczach poznaję, że było świetnie. Nie dlatego, że wydarzyło się coś niebywałego, ale dlatego że byli tylko we dwóch – on i tata. Czuję w nim wtedy jakiś rodzaj spełnienia.