Jestem królem świata! A właściwie królową. Mój król,  choć zawsze jest blisko mnie, okazję do rządzenia ma bardzo rzadko. Tak, jestem jedynaczką i dobrze mi z tym. Słyszałam wiele negatywnych opinii na swój temat tylko dlatego, że nie mam rodzeństwa: że egoistka, że rozpieszczona i samolubna, nie potrafię ani bawić się z innymi, ani dzielić. A ja po prostu jestem dzieckiem pierwszym i ostatnim w rodzinie, alfą i omegą, jedyną.

                  Kiedyś prosiłam rodziców o braciszka pod choinkę, bo widziałam jak świetnie bawią się moi liczni kuzyni, jak fantastycznie było bawić się z nimi. Zamiast rodzeństwa pod choinkę dostałam chomika. Ale nie narzekałam, bo w moim domu drzwi zawsze były otwarte, od znajomych rodziców, którym staruszkowie po kolei wymieniali pasmo moich sukcesów, po dzieci z sąsiedztwa czy całą rzeszę kuzynów. Zawsze zastanawiało mnie to, że co bym nie zrobiła, rodzice uważali to za dobre. Oczywiście odkąd zauważyli, że coś rozumiem, kładli mi do głowy co wolno, czego nie, duży nacisk wywierali na naukę i ostrzegali przed jakimi zachowaniami wśród znajomych powinnam zwiewać gdzie pieprz rośnie, starannie podkreślając alkohol i narkotyki. Ale zawsze mnie wspierali i tragedię, która dla mnie była końcem świata uważali za nowy początek i pierwszy krok do sukcesu: złamana noga przed zawodami tanecznymi świadczyła dla nich o tym, że ciężko pracowałam i dawałam z siebie wszystko, a do kolejnych noga przecież się zagoi. Albo kiedy zerwał ze mną chłopak stwierdzili, że tamten był taki niepoważny i teraz mam okazję znaleźć kogoś lepszego. A ja nigdy nie byłam zazdrosna o ich uwagę bo zawsze poświęcali ją tylko mi, nikt mnie nie porównywał, zawsze mieli dla mnie czas. Muszę przyznać, że sporo ode mnie wymagali, bo oprócz zajęć szkolnych były dodatkowe, musiałam brać udział we wszystkich przedstawieniach, robiłam prace dla chętnych i zawsze byłam w samorządzie klasowym. Nie dlatego, że ktoś mnie zmuszał, po prostu czułam, że jestem to winna rodzicom, że mogłoby im zabraknąć punktów na liście moich osiągnięć. Kiedy tata umarł, ja i mama pogodziłyśmy się jakoś z tym, stałyśmy się sobie jeszcze bliższe.

                  Zawsze miałam kilka przyjaciółek, nawiązywanie kontaktów nie sprawiało mi większych trudności. Zaczynając od piaskownicy to owszem, zabierałam innym dzieciom zabawki, ale tylko dlatego, że niewłaściwie się nimi bawiły, albo miały coś co kusiło nowością. Często matkowałam też reszcie, bo wiedziałam lepiej i byłam wygadana. Za starszymi również dawałam sobie radę, czasami niepewnie, ale prędzej czy później odnajdywałam się w każdym towarzystwie. Oczywiście nie każdemu podobał się mój sposób bycia, nie z każdym się dogadywałam, ale trudno wszystkim dogodzić. Przechodziłam ten okres, kiedy imprezowałam, wracałam podchmielona późno do domu, koleżanka zrobiła mi nawet dreda we włosach, ale mama mi go obcięła… Zawsze miałam dużo swobody i spory kredyt zaufania od rodziców, co paradoksalnie zaowocowało, bo kiedy idziemy  potańczyć na parkiecie sprawiam wrażenie szalonej, ale to i tak zawsze ja pilnuję całe towarzystwo.

                  Wyżej pisałam o miłościwie panującym mi królu, choć panującym tylko z nazwy, z którym jestem już jakiś czas.  Wiem ile jestem warta, dlatego nigdy nie związałabym się z kimś kto by mnie krzywdził, brak szacunku też dyskwalifikuje. Mężczyzna powinien dbać o kobietę, zabiegać o jej względy, noszenia na rękach też nie uważam za przesadę. Co nie oznacza, że nie mógłby być stanowczy, rywalizować ze mną o dominację, bo to nigdy mi się nie nudzi, ale pamiętać przy tym, że potrzebna jest mi nieustanna opieka i troska. Bądź co bądź jestem przecież wrażliwa. Dodałabym jeszcze optymizm, poczucie humoru i ciekawość świata. Nie przesadzę jeśli powiem, że mój chłopak posiada te wszystkie cechy, a ja doceniam to i też staram się dawać z siebie wszystko co najlepsze.

                  W marcu skończę 18 lat, a właściwie rozpocznę dorosłość. Oznacza to dla mnie nowe możliwości i doświadczenia, a także sporo wyzwań. Przede mną matura, prawo jazdy, później studia, założenie rodziny. Nie wiem jeszcze kim chcę zostać, nie wiem nawet czy będę dobrym człowiekiem. Ale otoczona ludźmi, których kocham i którzy mnie wspierają. Czy brak rodzeństwa wpłynął jakoś na moje życie? Na pewno. Nie czuję się jednak z tego powodu pokrzywdzona, dostałam jedynie inną pulę możliwości i ją wykorzystałam. A kiedy jest mi smutno i źle, dzwonię do mamy albo przyjaciółki, a nie brata czy siostry.