Tolerancja to nie wszystko

Bycie tolerancyjnym stało się pożądane, bezpieczne i dobrze widziane. Ci, których poglądy nie zawsze mieszczą się w tych kategoriach, nie są mile widziani, a nawet czasami w jakimś stopniu wykluczani. Trudno oprzeć się wrażeniu, że stała się ona uniwersalnym argumentem w prawie każdej dyskusji.

O tolerancji mówi się wiele. Bez względu na to, czy dotyczy ona poglądów politycznych, sposobu wychowania dzieci, spostrzegania sztuki czy rozważań finansowych kraju. Tolerancja stała się tak popularna, że aż powszechna. Dzięki niej z łatwością podejmujemy się komentowania tego, co nas otacza. Zresztą, dlaczego nie porozmawiać o ważnych sprawach tego świata przy aromatycznej, świeżo palonej kawie w nowo otwartej kafejce za rogiem. Przecież tak naprawdę mnie to osobiście nie dotyczy, a może raczej nie mam na to bezpośredniego wpływu. Jakże prawdziwe staje się tu powiedzenie: „Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia”. Bo przecież łatwo skomentować sposób wychowywania dziecka, jeśli jest się już od wielu lat babcią. A jeszcze łatwiej, kiedy jest się bezdzietnym studentem czwartego roku pedagogiki. Niby można w takiej konfiguracji poczuć się ekspertem, ale tak jakoś nie do końca. Stawiamy oceny, krytykujemy, dajemy dobre rady czy rozwiązania, a tak naprawdę problemy innych nie maja dla nas większego znaczenia. Podobnie jest z pracą polityków. Większość ocenia ją w sposób negatywny. Mówi o układach, zależnościach i koneksjach, ale i tak oddaje swój głos w wyborach, wierząc, że coś się zmieni. Bo przecież ja, jako obywatel, mam wpływ na to, jak się kształtuje mój kraj. Czy tak jest w istocie? Psioczymy, narzekamy, krzywimy się na otaczającą nas rzeczywistość, zapominając o empatii i wyrozumiałości. Najwidoczniej trudno nam pamiętać o tolerancji, kiedy tak bardzo kochamy wydawać sądy i krytyczne uwagi.

Na własnej skórze

I to się jednak zmienia – oczywiście za sprawą punktu siedzenia. Jak bardzo odmienne stają się nasze poglądy, poziom tolerancji i postrzeganie człowieka, jako indywidualności, kiedy dotykamy czegoś bezpośrednio, zdejmując rękawiczki. Inaczej oceniamy chłopców robiących sobie makijaż w myśl danej subkultury, jeśli robi to syn naszej sąsiadki. Jego idiotyzm czy bycie nienormalnym znacznie spada w tym przypadku, tracąc na wartości i słuszności. „Znam Wojtusia od małego. To dobry chłopiec, ale teraz przechodzi chyba trudny okres. Przejdzie mu to”. Sprawa wygląda zupełnie inaczej, kiedy to nasze dziecko, wyrażając siebie w mniej standardowy sposób, postrzegane jest przez innych jako dziwoląg. I nie chodzi tu jedynie o malowanie kresek na górnej powiece, a o każde, nawet niewielkie, odchylenie od normy. Zasadnicze znaczenie nabiera tu fakt, czy odmienność ta jest wynikiem dokonania jakiegoś wyboru, czy też fizjologii lub biologii w czystej formie. Inaczej postrzegamy nastolatków, którzy ozdabiają swoje ciało w rozmaity sposób, niż tych wyglądających nieco inaczej z przyczyn czysto rozwojowych. Podobnie jest z parami homoseksualnymi. W naszym społeczeństwie w dalszym ciągu temat ten wzbudza wiele kontrowersji. Na tle walki o legalizację tego typu związków, debat dotyczących możliwości adoptowania przez nie dzieci, słyszymy różne komentarze polityków, dziennikarzy, psychologów czy samych zainteresowanych. Słuchamy tego, a jednocześnie oceniamy. Przychodzi nam to łatwo, bo przecież mnie to bezpośrednio nie dotyczy. Nawet wykazujemy się minimum tolerancji mówiąc, że każdy ma prawo żyć tak, jak chce. I tu znów daje o sobie znać nasz nieszczęsny punkt siedzenia. Nasz krytycyzm znacznie zmienia się na korzyść tolerancji, jeśli homoseksualizm wkroczył do naszego domu. Dodatkowo, jeśli taką deklarację usłyszymy od naszego dziecka. Jednak od poznania swojej seksualności przez nastolatka do jej akceptacji i zrozumienia przez rodziców oraz otoczenie, jeszcze długa droga. Nie ma więc na co czekać.

Byle z daleka

Jak wiemy, okres dorastania jest dla każdego nastolatka czasem niezwykle trudnym. Ogrom zmian, z jakimi musi się on zmierzyć w tym czasie, niejednokrotnie przerasta jego wyobrażenia i oczekiwania. Nie dość, że zmienia się jego fizyczność, to jeszcze sposób myślenia i postrzegania. Niezwykle ważne w jego życiu zaczynają być intymność oraz relacje rówieśnicze. Ich kombinacja rodzi fascynację drugim człowiekiem, a ta z kolei poprzez różnego rodzaju doświadczenia i kontakty społeczne prowadzi do ugruntowania swojej tożsamości płciowej. I bynajmniej nie jest to kwestia wyboru. Nikt z nas nie decyduje o tym, czy chciałby zostać hetero- czy homoseksualnym człowiekiem. Jeszcze nie tak dawno teza ta była sprawdzana, badana i potwierdzana na chyba wszystkie możliwe sposoby. Pytano, obserwowano, diagnozowano, ale pewności nie uzyskano. Zdaje się, że tak już pozostanie, ale w zamian nauka, medycyna, socjologia i psychologia podsuwają nam potwierdzone tezy i fakty. Jednym z nich, i zdaje się najważniejszym, jest to, iż homoseksualizm nie jest postrzegany w kategoriach zaburzenia czy choroby psychicznej. Powiem więcej, na orientację seksualną wpływa nie tylko rozwój prenatalny, ale też ten poza brzuchem mamy. I nie chodzi tu o potwierdzenie mitu „zimnego chowu” czy „niedostępnej matki”. Raczej poruszamy się w obszarze kontaktów rówieśniczych oraz innych szeroko pojętych wartości rodzinnych. Badania i testy to jednak nie wszystko. Co z tego, że coś w tej kwestii zostanie potwierdzone, jeśli mentalność ludzka czasami jest szczelna niczym łódź podwodna albo zamknięta jak sejf na Kajmanach. Można mówić, rozpowszechniać, debatować, ale z dotarciem jest trudniej. I w tym miejscu często tolerancja się kończy. Świadomość, że takie zjawisko jak homoseksualizm istnieje, to często wyżyna naszych możliwości. Wiem, że jest, ale niech będzie jak najdalej. Bo lepiej, kiedy mnie to bezpośrednio nie dotyczy. Dlaczego? Ponieważ kojarzony jest z chorobami, rozwiązłym stylem życia, czymś nieestetycznym i dziwacznym. Dodatkowo, jakoś to takie wbrew konwencji wyznaniowej i biologicznej, a nawet bywa zaraźliwe.

Życie w ukryciu

Być może właśnie z powodu typu komentarzy i szeptów młodzi ludzie, poznający swoją seksualność, nie mówią o niej na forum. Często nie powiedzą o niej nawet swoim rodzicom. Wstydzą się, a nawet boją się swojej natury, bo wiedzą, jak jest ona oceniana i postrzegana przez społeczeństwo. A przecież każdy z nas zna to uczucie, kiedy jest się zakochanym. Chce się wtedy skakać, śmiać i krzyczeć na całe gardło, tak by każda przechodząca obok osoba pomyślała – oszalał z tej miłości. Pragnie się tego, aby cały świat był nasz. Ale jak to zrobić, kiedy pierwszy pocałunek, a zarazem namiętność mu towarzysząca jest skrywany, zamaskowany i w popłochu? Jak krzyczeć, kiedy w gardle staje lęk i poczucie niespełnionych oczekiwań rodzicielskich?

Na jedną kartę

Homoseksualni młodzi ludzie najczęściej nie chcą o tym mówić. Pytani o to, jak długo ukrywali swoją orientację, odpowiadają mało precyzyjnie. Jednak w większości przypadków pada odpowiedź: „Długo, zdecydowanie za długo”. Część z nich przyznaje, że to nie w porządku, buntuje się przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Inni zaś się poddają. Przez długie miesiące czekają na odpowiedni dzień. Trudno go znaleźć, bo jaki dzień jest dobry na to, by powiedzieć: „Mamo, tato jestem gejem”? Dlaczego? Bo obok uczuć i emocji łączących z partnerem są jeszcze te, którymi darzymy naszych rodziców. W wachlarz emocji wchodzą więc z jednej strony namiętność, poczucie bliskości, spełnienia czy satysfakcji, natomiast z drugiej chęć bycia kochanym, bezwarunkowo akceptowanym i docenianym. Choć na pierwszy rzut oka uczucia te są tak różne, to łączy je jedno – poczucie bezpieczeństwa. Jeśli w którymś momencie go zabraknie, sprawa zaczyna być prosta. Nasz nastolatek zrezygnuje z miłości na rzecz więzi z rodzicami lub postawi wszystko na jedną kartę, mówiąc o „prawdę o sobie”. Celowo sformułowanie to zostało napisane w ten sposób. Tak właśnie często czują się młodzi ludzie, którzy zdecydowali się na szczerość. Zamiast radosnego uśmiechu zderzają się frustracją, niepokojem i wyrazem rozczarowania.

Rodzicielskie rozterki

Te wszystkie uczucia, choć zamaskowane, można bez problemu odczytać z twarzy najbliższych. Przed pytaniami o to, kim jest partner naszego dziecka, jakoś tak mimowolnie ciśnie się na usta inne: „Jesteś tego pewien?”. Zaraz potem w kolejce pojawiają się przypuszczenia, że to wyraz młodzieńczego buntu albo wpływu jakieś nowej mody. Kiedy i to zawodzi, zaczyna się faza „obwiniania się” i pytań, co zrobiliśmy źle, że nasze dziecko jest homoseksualne? Co lub kto zawiódł, aż tak się pomylił? Pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi brak. Zazwyczaj nawet nikt nie chce ich szukać, ponieważ bardzo szybko przeradzają się one w fazę „zaprzeczenia”. Wmawiamy sobie, że nas to nie dotyczy, że nadal stoimy z boku na pozycji jedynie komentatora. A kiedy i to nie działa, pozostaje nam jedynie pogodzenie się z obecną sytuacją. Rzeczą oczywistą jest fakt, iż nie dzieje się to ciągu magicznych czterech czy pięciu minut. Na to trzeba czasu. Schemat zachowań i reakcji na wiadomość o homoseksualnej naturze naszego dziecka jest łudząco podobny do tego, kiedy dowiadujemy się o nieuleczalnej bądź śmiertelnej chorobie. I może właśnie dlatego zbyt często homoseksualizm jest traktowany w tych kategoriach. Zdaje się, że tak jest łatwiej, bo daje to nadzieję, że pewnego dnia naukowcy wynajdą lekarstwo na tę przypadłość i wszystko wróci do normy. A ta norma to szczęśliwe dzieciństwo, ukończenie renomowanej uczelni, znalezienie wymarzonej, dobrze płatnej pracy, ślub z najcudowniejszym człowiekiem na ziemi oraz biały domek z ogródkiem, a w nim do kompletu gromadka nieco niesfornych, choć idealnych dzieciaków. W świadomości większości społeczeństwa homoseksualizm, niczym nowotwór złośliwy, niszczy te marzenia. Nie daje szans na spokojne i pełne radości życie u boku ukochanej osoby. Dlaczego nie? Dlaczego ta historia nie może skończyć się happy endem? Być może powodem jest to, że jeszcze nikt nie napisał odpowiedniego scenariusza. I nie chodzi tu jedynie o naszą akceptację, bo ona z czasem sama przyjdzie, a raczej o otoczenie, w którym żyjemy. I tu rodzi się niepokój. Czy pani Krysia z osiedlowego sklepiku nadal będzie mi wybierała najładniejsze jabłka? Czy pan Ryszard spod piątki nie zabroni swojemu synowi grać w piłkę w jednej drużynie z moim? Czy ksiądz w tym roku zapuka do nas po kolędzie?

Świat się zmienia

Młodzi ludzie widzą to inaczej. Coraz częściej przyznają, że kolor skóry, miejsce zamieszkania czy orientacja seksualna nie mają znaczenia. Mówią: „Teraz człowiek sam w sobie jest wartością”. Zaznaczają, że odmienność przestaje istnieć za sprawą mieszania się nie tylko narodowości, ale również kultur, światopoglądów i niesionych wartości. Podkreślają, że ten stan rzeczy nie został osiągnięty przez wzrost tolerancji, a raczej poprzez zniesienie podziałów. „Jasne, zawsze znajdzie się ktoś, kto zaszufladkuje, powie coś rasistowskiego czy wulgarnego, ale tacy ludzie zawsze będą”. Młodzi ludzie nie zgadzają się na brak tolerancji, jakiekolwiek przejawy rasizmu, faszyzmu czy homofobii. Ciekawe jest to, że te same nastolatki zapytane o swoją orientację seksualną są nieco podzielone. Dziewczęta raczej określają siebie jako „eksperymentatorki” w tej dziedzinie. Śmiało podkreślają zainteresowanie jedną płcią, ale nie wykluczają doświadczeń seksualnych z inną. Dotyczy to zarówno tych, które zadeklarowały swoją homo-, jak i heteroseksualność. Chłopcy wydają się bardziej powściągliwi w tej kwestii. Mówią otwarcie o swojej orientacji, choć przyznają, iż bycie gejem w Polsce nie jest łatwe. „Dziewczęta mają łatwiej, są akceptowane i traktowane z mniejszą agresją. Geje nadal budzą niechęć, a czasami nawet odrazę”. Chłopcy, pytani o powód takiego stanu rzeczy, na pierwszym miejscu mówią o stereotypach. Nie tylko tych związanych z przenoszeniem chorób czy seksie uprawianym w klubach na parkiecie, ale również o homoseksualizmie jako czymś „zaraźliwym”. Tłumaczą to jako możliwość nauczenia się homoseksualizmu. „Rodzice często jak już się dowiedzą, że kolega ich syna jest gejem, radzą, by trzymać od niego z daleka. I właśnie to jest dla nas najbardziej przykre. Ludzie oceniają, nie znając ani mnie, ani samego tematu”. Chcieliby, aby to podejście do homoseksualizmu się zmieniło. „W Stolicy czy innych dużych miastach nie wywołujemy już sensacji, kiedy na ulicy trzymamy się za ręce, ale w mniejszych miejscowościach nadal jesteśmy atrakcją wręcz cyrkową. Ludzie szepczą, odwracają wzrok, omijają łukiem”. Młodzi homoseksualiści jako powód tego zachowania podają brak wiedzy i chęci spojrzenia na człowieka z szerszej perspektywy. „No nic, tacy jesteśmy i nie mamy zamiaru wypierać się tego tylko dlatego, że pani Krysi z kiosku obok to się nie podoba. To ona ma problem, a nie my”.

Czego uczy nastolatek?

Jak widać, homoseksualizm wśród nastolatków istnieje. Ma swoje miejsce obok hetero- i biseksualizmu. Coraz częściej postrzegany jest jako coś naturalnego i ludzkiego. Rozmawiamy o nim chętniej, a końcowy wydźwięk nie jest nacechowany lękiem czy obawą. Wydaje się, że bardzo trudno znaleźć coś, czego możemy nauczyć się od naszych dzieci. Tolerancja wobec homoseksualizmu chyba jest jedną z takich rzeczy. Ich podejście, chęć poznania, a przede wszystkim „ta normalność” w kontaktach z drugim człowiekiem zdecydowanie zasługują na podziw i naśladowanie. Dzięki temu mamy większe szanse na to, że nasze dziecko będzie czuło się szczęśliwe, kochane i rozumiane – bez względu na orientację seksualną.

 Literatura:

  1. Wojciszke, B. (2004). Psychologia miłości. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  2. Bee, H. (1998). Psychologia rozwoju człowieka. Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo.