Nauczyciel. Belfer. Wzór. Wychowawca. Pedagog. Zwłaszcza to ostatnie brzmi dumnie. Wspomaga rozwój, a także kształtuje sposób myślenia o zjawiskach oraz świecie, a przede wszystkim naucza- wszystkiego tego, o czym idące do szkoły (jeszcze)uśmiechnięte sześciolatki nie mają bladego pojęcia. Kto lepiej niż ON przybliży i wytłumaczy sekret całek oraz rachunku prawdopodobieństwa, a tablicę Mendelejewa wyryje w mniejszym lub większym stopniu bezbłędnie w pamięci swoich uczniów, niczym na lekcjach polskiego zasadę, że "uje" się nie kreskuje, podobnie jak na matematyce: "Pamietaj cholero, nigdy nie mnóż i nie dziel przez zero". Chciałoby się rzec - człowiek instytucja! Dodatkowo argument ten może wzmacniać fakt, że efekt jego pracy w dużej mierze uzalezniony jest od niego samego. Na wiele lat, jeśli nie na zawsze (o zgrozo!), swoim stylem nauczczania i wychowania, a także osobowością wpisuje się w pamięć uczniów, która może przejawiać się zabawnymi anegdotami albo takimi rodem z filmów grozy, gdzie włos na głowie się jeży, a krew w żyłach mrozi. W zależności od tego, czy potrafi wywołać uśmiech na twarzach uczniów czy przerażenie w ich oczach, determinuje ich stosunek do nauczanego przez siebie przedmiotu. W efekcie mówimy o rzuceniu książek w kąt albo o zapale do zgłebiania tajników wiedzy pod przewodnictwem swojego mentora. Ewentualnie można też mówić o terrorze czyli o pedagogicznych osobowościach w obliczu których, strach się nie nauczyć. No cóż. Jest moc! Albo niemoc!

Moc nauczyciela to pasja, zaangażowanie, osobowość, a także umiejętność budowania relacji z dziećmi i młodzieżą, opartej na wzajemnym szacunku z uwzględnieniem granic każdej ze stron. Tam gdzie moc, tam pamięć, że uczeń ma nie tylko obowiązki, ale i prawa- prawa do rozwoju poznawczego, emocjonalnego i społecznego. I to wszystko na lekcjach może zagwarantować nauczyciel - niestety nie każdy. Jeśli pedagog potrafi wykorzystać w swojej pracy tak wspaniałe narzędzia do ksztaltowania i rozwijania swoich podopiecznych to wtedy okazuje się, że matematyka czy historia to nie tylko tablica, klasówki, książki i zakuwanie- a to wszystko pod groźbą oceny. To przede wszystkim rozbudzanie ciekawości młodego człowieka do zgłębiania wiedzy, stwarzanie mu możliwości zadawania licznych pytań bez lęku przed wyśmianiem czy obnażeniem na forum klasy jego niewiedzy, w zgodzie z zasadą "Kto pyta, nie błądzi".

Niczym w filmach science fiction, tam gdzie występuje moc, to nieodłącznie ma miejsce niestety niemoc. Okazuje się, że w przypadku szkolnictwa, niemoc nauczyciela ma większe oddziaływanie na ucznia niż moc. Jak to możliwe, aby niemoc miała tak potężną moc? Pytanie wydaje się być zawiłe, podobnie jak przejście przez ścieżkę edukacji szkolnej, która ma dodawać skrzydeł i wznosić na wyżyny intelektualne pod przewodnictwem nauczyciela, który może je regularnie podcinać. Czym? Brakiem pasji i zamiłowania do nauczanego przedmiotu. Jak efektywnie uczyć innych, przekazywać informacje w sposó ciekawy, piękny oraz twórczy, gdy brak w pedagogu zainteresowania tym, co robi i o czym kształci? Skoro sam nauczyciel opowiada na lekcjach treści bez iskry i zapału w głosie, to tym samym pokazuje dzieciom jak nie warto tracić czasu na naukę tak nudnych i nieciekawych rzeczy. Najkrócej ujmując- oddaje edukacyjny strzał w swoje własne kolano. I tak postrzelona matematyka, fizyka, geografia czy inne dziedziny dodatkowo okraszone brakiem umiejętności istotnych do budowania satysfakcjonujących relacji z dziećmi i młodzieżą, stają się zaczątkiem fobii, a wykładowca sprawcą traumy. Trzymanie równego poziomu w klasie też rzecz jasna podcina skrzydła. Chcąc, aby wszyscy latali na takim samym poziomie, jednym trzeba je podciąć, a innym dosztukować. W efekcie ci, którzy mają predyspozycje do wysokich lotów oraz wykraczania w rozwoju ponad wyznaczone programem edykacyjnym poziomy i standardy, w nauczycielu nie widzą mentora, a jedynie belfra.

To kim jesteś zależy od Ciebie.