Opowieść zza biurka

- Ciekawe jacy oni będą, jak mi się będzie z nimi układać, jak będę się czuł w tej grupie, czy sobie poradzę? Czy będzie jak z poprzednią klasą?

To mogłby być słowa ucznia idącego po raz pierwszy do szkoły. Te słowa mogą pojawić się w głowie nauczyciela. Tak naprawdę im do siebie nie tak daleko, często dzieli ich tylko biurko i jeden z nich trochę więcej czasu spędził w tej samej klasie.

Nauczyciel musi być po części jak dziecko, po części jak dobry rodzic, po części jak psycholog, po części jak pedagog, jak naukowiec. Musi mieć otwartą głowę i do każdego ucznia podchodzić indywidualnie. Musi umieć nauczać, wychowywać, obserwować, podejmować kroki mające na celu korektę zachowań. Musi diagnozować, musi umieć rozmawiać z rodzicami, nauczycielami, dyrektorem, psychologiem. Wiele musi, a przynajmniej z założenia powinien.

Pierwszy dzień września minął, minął i cały wrzesień. Jakie wnioski po pierwszym miesiącu? Grupa podzielona. Część dzieci pracuje chętnie, część chętniej się bawi, a trzech nie radzi sobie w szkole. Jeden płacze i się wycofuje, jedne się złości, wszystkich bije, jeden nie rozumie co ma robić w szkole.

Trzech uczniów tajemniczych niczym enigma. Teraz pojawiło się nie lada wyzwanie. Trzeba ustalić jak najszybciej co te zachowania znaczą i czemu akurat ta trójka zachowuje się w ten sposób. Czym różnią się od pozostałych. Długa i żmudna praca, nie każdy mając sześć lat wie, co się z nim dzieję. Nie każdy chce mówić tak od razu. Poza tymi trzema jest jeszcze dwadzieścia dwoje dzieci które również wymagają pracy. Co ma począć nauczyciel? Grupa nie pracuje kiedy tych trzech dokazuje. Na każdego trzeba reagować indywidualnie. Każdy wymaga więcej czasu, uwagi.

Nauczyciel z doświadczeniem szybko postawił pierwszą hipotezę. Płaczący tęskni za rodzicami. Próbuje dopytywać, próbuje uspokajać. Rozmawia z rodzicami. Rodzice mówią, że to nie możliwe, zawsze chętnie wszędzie zostawał. U babci, u cioci, nawet u sąsiadki. Nigdy nie było, żadnego problemu. Nauczuciel nie daje za wygraną i niczym rasowy detektyw drąży temat dalej. Szuka w literaturze, zgłębia historię dziecka. Rodziców dopytuje i... doświadczenie go zgubiło. Sam nie dopytał, rodzice nie wiedzieli, że to taki kłopot, a nasz płaczący nigdy nie był w dużej grupie. Nie był w przedszkolu, klubiku, nawet na urodzinach u kolegów i koleżanek. Mały człowiek dopiero poznaje czym jest grupa. Wdraża się w system w którym nie dostaje całej uwagi dorosłego.

Rodzice uznali, że przedszkole nie jest konieczne, bo  nie jest obowiązkowe. Teraz kiedy sześciolatek pojawił się w szkole okazało się, że musi zabrać uwagę nauczyciela innym dzieciom. Nauczyciel musi się zająć płaczącym i pomóc mu zintegrować się z grupą. Rodzice chcieli dobrze, chcieli mieć syna blisko siebie, przez co teraz inne dzieci muszą za to ponosić konsekwencje bo im nauczyciel nie może poświęcić tyle uwagi i czasu ile by chciał.

Złośnik, tak go nazwiemy, też ma swoje problemy. Nauczyciel podwija rękawy i zabiera się do pracy z tym jegomościem. Ponownie pyta, rozmawia z nim, z pedagogiem. Ustalają systemy żetonowe, wzmacniają jego poczucie wartości. Obniżają napięcie, być może trudności te  związane są z lękiem przed szkołą. Nauczyciel czeka do zebrania i wtedy widzi ich, rodziców złośnika. Przestaje o nim myśleć złośnik, jest mu głupio, widzi teraz w nim smutne, samotne dziecko. Rodzice wchodząc patrzą na siebie groźnym wzrokiem, siadają daleko od siebie. W rozmowie indywidualnej okazuje się, że od roku są po rozwodzie, a ich syn nie radzi sobie z mieszkaniem w dwóch domach. Różne zasady taty i mamy. Różne sposoby wychowania powodują, że malec nie radzi sobie z tym co się dzieje wokół niego. Nikt z nim nigdy nie rozmawiał. Nigdy nie był u specjalisty, który pomógłby mu poradzić sobie z sytuacją która go spotkała, a której nie rozumie. Jest bardzo smutny, ale i zły. Nie wie jak radzić sobie z tymi emocjami które w sobie nosi i jeśli tylko ktoś w klasie się źle spojrzy dostaje kopniaka. Mały złośnik czuje ulgę, ale tylko na chwilę. Znowu musi coś rozwalić, komuś coś zrobić by poczuć się lepiej.

Został jeszcze jeden, ten co nie wie co się w szkole dzieje. Zawsze siedzi sam, bawi się gdzieś w kącie. Zawsze na polecenia reaguje jako ostatni, jakby wyrwany ze snu. Patrzy się na nauczyciela wydaje się, jakby nie słyszał. „Jakby nie słyszał” pomyślał nagle nauczyciel. W zabawie której dzieci mówią do siebie szeptem nie radził sobie wcale. W rozmowie indywidualnej wychodzi dość szybko, że coś jest nie tak. Wezwanie rodziców do szkoły, próba szybkiej interwencji, lecz niepowodzenie. Telefonu nie odbierają, po kilku próbach odzywa się ona, matka wspaniała. Na spotkanie nie ma czasu, prosi o powtarzanie kilkakrotnie poleceń uczniowi albo mówienie głośniej, ona tak robi w domu i działa doskonale. Nie chce słuchać o badaniach, o możliwych powikłaniach, o trudnościach w nauce, swoje wie i koniec.

W swojej pracy nauczyciel ma wiele wyzwań, czasem musi zajmować się czymś czym mógłby zająć się ktoś inny.

Rodzice którzy posłaliby dziecko do przedszkola pomogliby mu  poradzić sobie w nowej grupie.

Zdarza się również, że dorośli czują, że już do siebie nie pasują. Dobrze jest jednak zaopiekować się swoimi najbliższymi, małymi. Tymi którzy nie do końca wiedzą co się dzieje. Może wystarczy rozmowa, a może będzie potrzeba spotkania się z kimś kto pomoże poradzić sobie dziecku z emocjami które w nim są.

Czasami wystarczy zainteresować się swoim dzieckiem, dowiedzieć się co u niego, jak się czuje i w razie czego pomóc mu. Czasem wystarczy zaporowadzić na zabieg czyszczenia uszu by znowu zaczęło słyszeć.

Czasami tak nie wiele trzeba by pomóc swoim najbliższym i tym którzy się nimi opiekują – waszym nauczycielom.