Pułapka świątecznych konfliktów

      Czas Świąt jest dla wielu z nas wyjątkowy. Poprzedzony wieloma przygotowaniami. Sprawia, że spotykamy się z bliskimi, rodziną i wspólnie spędzamy czas. Niesie za sobą przekaz nowo narodzonego życia, nowego startu, nadziei. Często więc i my mamy wiele oczekiwań, które dotyczą wyobrażenia jak nasze święta będą wyglądać, a od tego już krok by wpaść w pułapkę świątecznych konfliktów.

Prezenty

Nieodzowny element wieczoru wigilijnego, na który nie tylko czekają dzieci. Wymyślanie ich, robienie list, szukanie, kupowanie – dla męża, żony, teściów, rodziców, ciotek, wujków, dzieci w rodzinie i własnych – to spore wyzwanie. W sklepach tłok, kolejki i na dodatek wszystko łączy się z wydawaniem pieniędzy, które jednak znaczna część z nas liczy. Co komu kupić? Za ile? Żeby było po równo, żeby nie urazić, żeby się podobało. Kto ma kupować, w natłoku codziennych spraw nie jest łatwo się wyrwać i spokojnie zrealizować tę listę zadań. To jeden z najczęstszych powodów sporów około świątecznych. Od podziału obowiązków i finansów, przez niezadowolenie wujka czy cioci, która po nie miłym komentarzu rozpoczyna nieuprzejmą wymianę zdań. W tym wszystkim coraz rzadziej znajdujemy czas by poczuć radość z robienia prezentów, z dawania. To bardzo miła tradycja, która może przynieść wiele radości obdarowanym i obdarowującym, ale tylko wtedy, jeśli będziemy pamiętać skąd się wzięła i czemu służy.

Gry rodzinne

I nie mam tu na myśli, gier planszowych. Święta warto spędzać z tymi których się kocha, a nie z tymi z którymi się „powinno”. Wciąż często spotykanym sposobem na spędzanie świąt są zjazdy rodzinne mniejsze lub większe. Zrozumiałe jest, że jest to czas, kiedy można się spotkać, bo wszyscy mają wolne. Pamiętajmy, że dalsza rodzina, z którą nie utrzymujemy zazwyczaj kontaktu zmienia charakter i atmosferę świąt. Jeśli mamy trudne relacje z jakimś członkiem rodziny będzie nam ciężko siedzieć z nim przy wigilijnym stole. Wtedy zaczynają się rodzinne gry - unikanie trudnych czy drażliwych tematów, ukrywanie prawdziwych emocji pod sztucznym uśmiechem i przekonaniem, że w święta tak trzeba lub co gorsza nieszczere pojednania skłóconych osób, które nie wynikają z naszej potrzeby, czy przekonania, że tego chcemy, ale społecznego nacisku, że w święta należy się pojednać. Dla własnego spokoju warto zadbać o takie przeżywanie świąt, które będzie zdrowe dla nas samych, a więc bez udawania i napięć. Ważne by pamiętać o tym, że nie mamy możliwości zadowolić wszystkich, nie mamy wpływu na innych i ich zachowania. Stąd też przygotowując się do świąt i planując je nie budować nierealistycznych oczekiwań, w których świąteczna magia działa cuda, bo niestety raczej się to nie sprawdza, a dobre chęci poszczególnych osób kończą się w różnych momentach.

Zapalniki

W przedświątecznym i świątecznym czasie pojawiają się sytuacje, tematy, które są wspólne dla wielu polskich rodzin i bywają zapalnikiem do około świątecznych konfliktów. Jednym z nich jest, gdzie spędzać wigilię. Jest to najbardziej wyjątkowy dzień ze świątecznego czasu, uroczysta kolacja, łamanie się opłatkiem, składanie życzeń czy w końcu prezenty. Nie zawsze jest możliwość zaproszenia wszystkich do jednego domu. Często nie wszyscy się dogadują. Na tym tle często wyrastają pierwsze spory. Do których rodziców pierwszych pojechać? A może na zmianę co drugi rok? Czy wypada pojechać do swojej rodziny samemu? Podejmowanie świątecznych decyzji nie jest łatwe i każda kolejna może być powodem do nieporozumień. Kto co przygotowuje? Jakie potrawy? Jakich nie? Kto kupuje choinkę? Kto ją ubiera? Kto pakuje prezenty? Kto sprząta? Niestety jednym z głównych zapalników jest nadmiar obowiązków, które często sami sobie generujemy. Warto się jednak zatrzymać i zadawać sobie co jakiś czas pytania co jest nam tak naprawdę potrzebne i co będzie dla nas lepsze. Czy 5 różnych sałatek śledziowych, dwa torty i kilka innych dań, kosztem przemęczania i rozdrażnienia? Czy może jednak mniej potraw, może coś kupionego, z kurzami za kanapą, ale w spokojniejszej atmosferze z chęcią na wspólne spędzenie czasu.  Innym zapalnikiem są „wypominajki”. Po którejś części wieczoru, w zależności od cierpliwości, czy właśnie gotowości do tłumienia pewnych uczuć, zdarza się, że uaktywnia się osoba, która zaczyna wypominać różne sytuacje. Czasem pół żartem – półserio, jednak bywa, że doprowadza do powrotów do trudnych niewyjaśnionych momentów, powoduje napięcie, a czasem i kłótnie przy stole. Niestety nie mamy wpływu na to czy ktoś tak postąpi, możemy jednak próbować to zatrzymać. Jeśli to możliwe spróbujmy zignorować, jeśli nie zadziała, zadbajmy o asertywne zwrócenie uwagi, że nie jest to czas i miejsce, jakie obawy to w nas powoduje z prośbą o to by jednak nie prowokować siebie nawzajem. Czy to poskutkuje? Nikt nie ma gwarancji i gwarancji nie da, ale próbować zawsze warto dla dobra świątecznej atmosfery.

      Na każdym kroku i przy każdym elemencie warto się zatrzymywać i zadawać sobie pytanie czy to mi jest potrzebne? Czy to mi się przysłuży? Wracać do tego co jest dla nas najważniejsze w tym czasie, by zgiełk i nadmiar obowiązków nie przysłonił nam naszej idei spędzania świąt. Starać się stworzyć sobie „wymarzone święta” w granicach realności, a nie nierealnych oczekiwań, zarówno w stosunku do łączenia tradycji, domów, czy zwaśnionych bliskich. Kierowanie się zdrowym egoizmem – jeśli każdy z nas możliwie najlepiej zadba o siebie – na różnych płaszczyznach - to każdy z nas usiądzie do wigilijnego stołu, z otwartością, dobrą energią, spokojem, co będzie dobrą podstawą do wspólnego miłego i owocnego spędzenia czasu.