Shanghai. Sama nazwa brzmi egzotycznie i jakoś tak zachęca aby tam pojechać.

Miasto jest tak duże, tak rozległe, że właściwie nie ma się wrażenia przebywania w jednym spójnym i działającym organiźmie miejskim. Raczej odnosi się wrażenie przebywania w kompletnym chaosie architektoniczno urbanistycznym. Z jednej strony super nowoczesne biurowce, z drugiej zamknięte osiedla mieszkaniowe ogrodzone i strzeżone, oczywiście też zacnych wysokości typu 30 – 40 pięter, z trzeciej jednokondygnacyjne brzydkie, bródne domki, pomiędzy którymi toczy się aktywne życie z kolejnej szerokie ulice na których zasady ruchu są bliżej nieokreślone. To wszystko przykryte jest brakiem nieba, ponieważ smog stał się chyba jak kolwiek to zabrzmi elementem naturalnym krajobrazu. Jest tak wielkie zanieczyszczenie powietrza, że chodzenie w maskach daje konkretne efekty np. mniejszy ból głowy wieczorem, lub też mniejsze drapanie w gardle. Dokładając do tego raczej jendak ogólny bród i bałagan wrażenie jest dość dziwne. To chyba jest najlepsze słowo. Bo nie jest brzydko nie jest ładnie jest inaczej ale w sumie właśnie jest dość dziwnie. Dla mnie osobiście największym problemem był fakt iż nic nie widać, nie ma punktu odniesienia, jest jedna wielka brunatno-żółta gęsta mgła z tórej wyrastają kolejno budynki.

Zaskoczeniem dla nas było to, iż wcale nie ma tak dużego tłoku jak się spodziewaliśmy. Jakoś te miliony ludzi potrafią skutecznie się ukrywać nie powodować sytuacji zatłoczenia.

Zwiadzanie miasta jest dośc łatwe. Większość tak zwanych atrakcji turystycznych znajduje się w jednej części tej aglomeracji. Nie ma tego znowu tak wiele. Stare miasto, Nanging Road – która właściwie nie różni się niczym od 5 Alei, Huai Hai Road która to znów nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym. My mamy swój sposób zwiedzania miast. Polega on na gubieniu się. Zazwyczaj wtedy właśnie trafiamy w najbardziej interesujące nas zakamarki miejskie. Takie prawdziwe lokalne smaczki. Tym razem było podobnie i dzięki temu odkryliśmy targ wyścigowych świerszczy. Okazało się, że to poważna sprawa i duże pieniądze. Właściciele bowiem zakładają się o istotne kwoty który  świerszcz będzie szybszy na określonym dystansie. Same ceny świersczy były dla nas również zaskoczeniem bo dochodziły do 1.000 PLN. Kolejnym odkrytym miejscem były targi owocowo mięsno rybno warzywne, z żywymi wężami, żabami, żółwiami i całą masą innych nie znanych nam form życia.

Wszędzie da się dojść ale są to dość znaczące dystanse. My dziennie przechodziliśmy około 20 km. Plusem są wszechobecne taksówki, które są bardzo tanie. Trzeba jednak być przygotowanym i posiadać adres zapisany po chińsku. Nawet wskazanie na mapie celu wycieczki nic nie daje. Ciekawymi miejscami znów dla dorosłych są tak zwane koncesje. W okresie kwitnącego handlu opium, zainteresowane Państwa miały tam swoje dzielnice. I tak jest część francuska, niemiecka, angielska. Każda z nich jest różna od siebie ale bardzo europejska.

Zdecydowanym i niepodważalnym plusem miasta jest jedzenie. Właściwie nie ma znaczenia co i gdzie się zamówi i tak będzie wspaniałe. Często nie wiedzieliśmy co jemy ponieważ komunikacja ogranicza się do pokazania palcem na co ma się smaka. Jadaliśmy zarówno w przyulicznych budach jak i lepszych i gorszych restauracjach. Powiedziano nam, że chińczycy jedzą chińskie jedzenie. Coś w tym jest ponieważ liczba innych lokali z inną kuchnią w stosunku do tradycyjnej jest naprawde znikoma. Jeśli chodzi o dzieci to miasto w ogóle nie jest przystosowane do zapewniania jakiś form rozrywki. Są owszem place dla dzieci , które właściwie wypełnione są grami komputerowymi a więc dla nas miejsce w którym nie chcilibyśmy aby dziecko spędzało czas. ZOO, ale nie na tyle nadzwyczajne aby to był cel sam w sobie, akwarium, które znów jako cel nie jest wystarczająco atrakcyjne. Powiedziano nam, że budowany jest Disnayland. Tylko po co jechać do Shanghaiu do Disnaylandu? No może na zasadzie zbierania koszulek z Hard Rock Cafe, tak można kolekcjonować koszulki z różnych Disnaylandów.

Reasumując, miejsce bardzo ciekawe aby zobaczyć, bez dzieci, dobrze zjeść, poczuć egzotykę i…..