Syndrom sztokholmski. Czy można przetrwać najgorsze?

Podczas najgorszych chwil, wydarzeń, każdy człowiek stara się im sprostać w sposób najbliżej sobie dostępny. Skrajnie traumatyczne sytuacje mogą wzbudzić chęć walki o życie. Takie sytuacje to porwanie, uwięzienie, bycie zakładnikiem, wykorzystanie seksualne, bycie jeńcem wojennym, pozostanie członkiem sekty. Takie zdarzenia to również bycie w związku miłosnym opartym na dominacji partnera, na przemocy psychicznej czy fizycznej. Emocje wywołane przez powyższe wydarzenia mogą być w dalszym ciągu wyraźne długo po nim.

Określenie syndrom sztokholmski zdefiniował psycholog Nils Bejerot biorący udział w czynnościach policyjnych przy zdarzeniu, które miało miejsce w Sztokholmie w roku 1973. 23 sierpnia dwóch mężczyzn miało obrabować jeden z miejscowych banków. Kiedy na miejsce zdarzenia dotarła policja, złodzieje wzięli zakładników (trzy kobiety i mężczyznę) i przetrzymywali ich przez sześć dni. Zakładnicy nie wykazali żadnej chęci współpracy ze służbami ratunkowymi, broniąc oprawców oraz obwiniając za wszystko policję. Byli pewni, że to oprawcom zawdzięczali swoje życie. Po pewnym czasie, jeden z uwolnionych zakładników założył fundację, która zbierała pieniądze na opłacenie prawników porywaczy, zaś jedna z kobiet zaręczyła się ze swoim oprawcą.

Jak powstaje taki związek ofiary ze sprawcą przemocy? Według Ireny Pospiszyl (1999, za: Malessa, 2017), przemoc określić można jako „wszelkie nieprzypadkowe akty wykorzystujące przewagę sprawcy, które godzą w osobistą wolność jednostki, przyczyniają się do jej fizycznej lub psychicznej szkody i wykraczają poza społeczne normy wzajemnych kontaktów, albo też wszelkie akty udręczenie i okrucieństwa”. Symonds (za: Malessa, 2017) wyróżnił cztery fazy relacji ofiary z agresorem:

  1. Niedowierzanie i zaprzeczanie sytuacji.
  2. Krytyczny moment uświadomienia sobie sytuacji.
  3. Depresja z powodu świadomości własnego położenia.
  4. Wewnętrzna integracja ze sprawcą, akceptacja stylu życia.

Sprawca przemocy jest dla ofiary kimś, komu należy się podporządkować. Wynika to z jej przekonania, że ma on wpływ na jej dalsze losy, że przeżycie bądź śmierć zależy od jego woli. Momenty, w których oprawca okazuje sympatię, przyjaźń czy miłość powodują, że ofiara wierzy, że może być jej wybawcą i jedynym życzliwym człowiekiem. Jest to tzw. paradoksalna wdzięczność, która określa bezradność ofiary względem oprawcy (Ochberg, za: Malessa, 2017). Osoby z zewnątrz stają się wówczas wrogami, ponieważ nie uczestniczą w przyjętym schemacie. Sprawca natomiast zaczyna wywoływać swojego rodzaju fascynację, zachwyt.

Dysonans poznawczy, który może przeżywać ofiara przez dwie sprzeczne emocje czy dwie sprzeczne myśli z powodu zmiennej postawy sprawcy, powoduje, że coraz mocniej związuje się z oprawcą. Tłumaczy zachowania, współczuje, wspiera. Jest osaczona przez zachowania, emocje, przyzwyczajenia, potrzeby, perspektywę sprawcy i podejmowane decyzje przestają być dyktowane jej osobistymi przeżyciami. Sprawca przy tym opowiada o swoich wcześniejszych ofiarach, które doznały zemsty i poprzez lęk jeszcze bardziej przywiązuje do siebie tę osobę. Ofiara zaczyna rezygnować nawet z bliskich relacji rodzinnych. Wmawia sobie, że tak powinno być. Robi wszystko, by nie wzbudzać złości partnera. A tak naprawdę, często nieświadomie, skupiona jest po prostu na unikaniu przemocy i agresji. W relacji partnerskiej, sprawca przemocy na początku nie okazuje żadnych skłonności agresywnych.

Pomoc ofierze polega na utrzymywaniu z nią stabilnej relacji. Przede wszystkim bliscy mogą mieć wpływ na jej postępowanie i chęć do zmiany. Ofiara potrzebuje nazwania sytuacji, wyciągnięcia konsekwencji od sprawcy przemocy. Nie można wywierać presji do podejmowania działania. Bowiem przemoc psychiczna prowadzić może do nieodwracalnych zmian w funkcjonowaniu jednostki. Ofiary przemocy obwiniają siebie za występowanie przemocy, czują się winne temu, że żyją w takiej relacji. Cechują się również wysokim poziomem lęku, niską samooceną, silną zależnością od drugiego człowieka. Cierpią na syndrom wyuczonej bezradności. Bardzo często też popadają w stany depresyjne i depresję, związane z bezsilnością, obniżeniem nastroju, brakiem inicjatywy i wiary w zmianę swojej sytuacji. Osoba doświadczająca przestaje sobie nawet radzić w sytuacjach, w które do tej pory nie sprawiały jej żadnych trudności. Dodatkowo, brak działań ze strony służb pomocowych takich jak policja  i ośrodki pomocy społecznej, może wzmacniać brak wiary w zmianę.

Syndrom sztokholmski nie jest ujęty w klasyfikacji chorób WHO.

Przykładem przeżywania syndromu sztokholmskiego może być Natascha Kampush. Kiedy po raz pierwszy Austriaczka poszła do szkoły sama, mając zaledwie 8 lat, została porwana. Obcy mężczyzna wciągnął dziecko do samochodu. Była więziona w bunkrze w domu porywacza. Uciekła po 8 latach. Później próbowała kilkakrotnie popełnić samobójstwo. Prawdopodobnie też kupiła jego dom i samochód, co świadczy o opisywanym powyżej syndromie sztokholmskim.

Cztery lata po ucieczke, Natascha Kampush napisała autobiografię. Na jej podstawie został także nakręcony film pod tytułem „3096 dni”.

 

Bibliografia:

Błoch-Gnych A., Syndrom sztokholmski w relacjach międzyludzkich, Niebieska Linia, 4, 2010.

Fenik K., Psychologiczne aspekty bullyingu: perspektywa sprawcy, ofiary i świadka, ORE.

Grygorczuk A., Dzierżanowski K., Kiluk T., Mechanizmy psychologiczne występujące w relacji ofiara – sprawca przemocy, Psychiatria nr 6, 2009.

Malessa M., Syndrom Sztokholmski w kontekście przemocy domowej, str. 81-89, Uniwersytet Warmińsko-mazurski, 2017.