Terapia tańcem – choreoterapia

Kinga jest śliczną, pogodną pięciolatką. Lubi zabawy lalkami barbie, malowanie i taniec, dlatego mama postanowiła zapisać ją na lekcje tańca. Od kilku miesięcy dziewczynka błagała mamę, by pozwoliła jej się rozwijać w tym kierunku. Gdy tylko dziewczynka słyszała dźwięki znanej melodii, natychmiast wirowała po całym pokoju. Magda długo zastanawiała się, czy to aby nie słomiany zapał, jednak ostatecznie zapisała córeczkę na taniec. Nie wiedziała jeszcze wtedy, że wybrane przez nią zajęcia to choreoterapia, czyli terapia tańcem.

Choreoterapia to metoda wykorzystująca taniec i ćwiczenia muzyczno-ruchowe, w tym również improwizacje ruchowe.

-Moja córka uwielbia tańczyć, ale nie mam pewności, że potrafi robić to dobrze..

-Pani Magdo – odezwała się choreoterapeutka – tym lepiej dla Kingi. Nie o to chodzi w tych zajęciach. Choreoterapia to sposób na wiele dolegliwości i słabości, a nie profesjonalne lekcje z tańca towarzyskiego. Jeśli Pani córka nie umie tańczyć, a zapewniam, że nie ma takiej osoby, która nie poruszałaby się w rytm usłyszanej muzyki, będzie improwizować. Dzięki temu uzewnętrzni się, przełamie wewnętrzne bariery przed kontaktem z drugim człowiekiem, nauczy się lepiej kontrolować i czuć swoje ciało oraz uwalniać negatywne emocje. Obok poprawy relacji z drugim człowiekiem Kinga ma szansę poprawić swoją sprawność fizyczną i poznawczą, nauczy się lepiej koncentrować na zadaniach i szybciej je wykonywać.

            Wracając do domu Magda zaczęła się zastanawiać nad zasadnością zapisania Kingi na zajęcia choreoterapii. Młoda mama musiała przyznać sama przed sobą, że drugi człon nazwy, czyli terapia, kojarzył się jej z leczeniem, a przecież jej córeczka nie była chora i nie miała żadnych problemów natury psychicznej. Po dłuższym zastanowieniu uświadomiła sobie, że Kinga jest dość nieśmiałą i nieufną dziewczynką. Może właśnie grupowe zajęcia z tańca pozwolą jej się otworzyć na drugiego człowieka i ułatwią jej nawiązywanie znajomości na placu zabaw, a zwłaszcza z dziećmi z sąsiedztwa. Choć nie była do końca pewna swej decyzji, postanowiła dać szansę choreoterapii.

            Następnego dnia Kinga miała udać się na zajęcia. Magda zabrała córkę na zajęcia, w których tematem przewodnim były „Zwierzątka”.

Kinga była bardzo podekscytowana tego dnia, jednak im bardziej zbliżały się do ośrodka choreoterapii, tym większy narastał w dziewczynce lęk, że sobie nie poradzi, że dzieci będą się z niej śmiały lub zrobi coś nie tak. Gdy zbliżały się do sali, w której miały odbyć się pierwsze zajęcia, Magda zatrzymała się i ujęła twarz dziewczynki w ciepłe dłonie, patrząc Kindze w oczy.

-Kochanie, wiem, że to dla ciebie nowość, ale nie masz czego się obawiać. Oprócz pani prowadzącej zajęcia będzie jeszcze tylko siódemka dzieci i wszystkie w Twoim wieku. One też się stresują, to naturalne. Ale kiedy już się bliżej poznacie, to między wami nawiąże się więź i być może zostaniecie nawet przyjaciółmi, hm?

Kinga wydała się być podniesiona na duchu słowami mamy, a kąciki jej ust lekko drgnęły w kierunku uśmiechu.

-No już, biegnij na zajęcia! Ja będę tu cały czas na ciebie czekała. Pamiętaj, że taniec i ćwiczenia mają sprawiać ci przyjemność, a jeśli skutek będzie odwrotny i poczujesz się źle, zawsze możesz do mnie wrócić. Rozumiemy się?

Dziewczynka skinęła głową i zniknęła w głębi pomieszczenia. Podczas zajęć pani prowadząca przywitała się z dziećmi. Następnie poprosiła, aby każde z siedmiorga czterolatków również się przedstawiło i opowiedziało coś o sobie. Gdy kolejną osobą okazała się Kinga, było to dla niej tak nagłe i zaskakujące, że głos uwiązł jej w gardle.

-No, śmiało, Kingo – dodała jej odwagi łagodnym tonem trenerka – każdy z nas występując na forum troszkę się denerwuje, ale tutaj nikogo nie oceniamy, ani nie ranimy, więc możesz czuć się całkiem bezpiecznie. Wokół ciebie są sami swoi, prawda?

-Prawda!- odpowiedziały chórem dzieci, uśmiechając się zachęcająco.

-Mam na imię Kinga, mam cztery lata i najbardziej lubię bawić się lalkami, na drugim miejscu jest taniec.

-Świetnie! – powiedziała zafascynowana pani – wobec tego może nauczysz nas kilku nowych kroków?

-Chyba tak – odparła Kinga, czując się doceniona. Następnie po uprzedniej rozgrzewce każde dziecko z siedmioosobowej grupy miało za zadanie wybrać jedno ze zwierzątek, następnie otrzymywało niezbędne do jego uosobienia atrybuty w postaci końskiego ogona, zajęczych uszu lub kocich wąsów. Przy dźwiękach rytmicznej i relaksacyjnej muzyki dzieci poruszały się dookoła, próbując naśladować ruchy zwierząt i wydając przy tym zabawne odgłosy. W tym czasie również otrzymywały konkretne polecenia ruchowe, dzięki czemu z początku dość wolne reakcje na usłyszaną komendę stopniowo zaczęły szybciej reagować.

-A teraz bierzemy w rączki szarfy i ćwiczymy z partnerem lub partnerką w parze przeciąganie liny! – wydała polecenie choreoterapeutka i natychmiast wszystkie dzieci poszły za jej przykazem. Kinga została sama, ponieważ liczba dzieci na zajęciach była dziś nieparzysta. Wtedy ze zdumieniem spostrzegła, że pani prowadząca podchodzi do niej i bierze Kingę za ręce, mówiąc:

-Dziś zatańczymy razem, wybrałam właśnie ciebie.

Te słowa sprawiły, że Kinga nie czuła się jak wyrzutek społeczeństwa. Początkowy smutek, który wynikał z obawy przed brakiem akceptacji przez dzieci zamienił się w radość i dumę, zwłaszcza gdy poproszoną ją o pokierowanie zajęciami. Wtedy Kinga włożyła dużo energii w wykonywane ruchy, a wszystkie pozostałe dzieci naśladowały ją z uwagą. Były to improwizacje ruchowe. Kinga uwielbiała taniec, ale nigdy wcześniej nie uczęszczała na żadne lekcje, toteż jej spontaniczne kroki były wymyślonymi, mimo to wspaniale rozładowały napięcie. Po tym ćwiczeniu dzieci stworzyły tunel za pomocą wzniesionych rąk i każda para z jednego końca tego tunelu, przebiegała przez niego zgięta w pół.

Po półtoragodzinnej sesji dzieci opuściły salę zajęć. Zgodnie z obietnicą mama Kingi czekała na dziewczynkę przed drzwiami, siedząc na krześle z gazetą w dłoniach. Widząc uśmiech na twarzy dziecka zrozumiała, że to był dobry wybór. Dziewczynka przez całą drogę powrotną opowiadała mamie o tym, jak wyglądały zajęcia, jak zmieniała się muzyka, jak poznawała inne dzieci i integrowała się z nimi.

-To wspaniale – odparła mama, nie spuszczając drogi z oczu, gdyż prowadziła auto – rozumiem, że zajęcia ci się podobały? Chciałabyś na nie uczęszczać w dalszym ciągu?

-Taaaak! – krzyknęła radośnie Kinga.

-W takim razie, jeśli już zawsze będziesz miała po nich taki nastrój – umowa stoi.

            Choreoterapia w przypadku pięcioletniej Kingi okazała się strzałem w dziesiątkę. Doskonałe rozładowywała stres, poprawiała nastrój i dodawała pewności siebie. Choreoterapia to podążanie za rytmem własnego ciała, nawiązanie więzi z samym sobą i z ludźmi w grupie. Tam, gdzie do niedawna pojawiała się krytyka i niska samoocena – miejsce zajmowała serdeczność i akceptacja różnorodności uczestników terapii tańcem.

            Na drugich zajęciach Kinga stworzyła duet z nową dziewczynką. Miała na głowie chustkę, była bardzo szczuplutka i miała ziemistą, bladą cerę. Mimo to, Kinga poczuła do niej ogromną sympatię i gdy tylko choreoterapeutka rzuciła w eter polecenie „łączymy się w pary”, dziewczynka natychmiast skierowała swe kroki w kierunku Zuzanny. Faktem było, że Zuzia dość szybko się męczyła podczas wykonywanych ćwiczeń, czasem mdlała, a niekiedy wydawała się Kindze nieobecna duchem, choć fizycznie stała tuż przed nią i trzymały się za ręce.

            Jakiś czas temu na kolejnych zajęciach podczas szalonej zabawy w „berka zakutego” przy dźwiękach muzyki Zuzannie spadła z głowy chustka w kwiaty, którą zawsze nosiła na zajęcia. Kinga zauważyła, że Zuzia ma zupełnie łysą głowę i osłupiała na ten widok. Inne dzieci również wpatrywały się w nią, szeptając między sobą. Wtedy pani prowadząca podbiegła do Zuzi, podniosła kwiecistą chustkę i zawiązała dziewczynce na głowie. W tym czasie dziewczynka pochyliła się do przodu i wyszeptała prowadzącej coś do ucha, po czym choreoterapeutka odezwała się:

-Moi drodzy, Zuzia nie ma włosów, bo walczy z rakiem. Poprosiła mnie, bym wyjaśnia wam, dlaczego tak wygląda. Zuziu – brawo za odwagę. Jesteś naprawdę dzielna i cieszymy się, ze mamy cię tutaj w grupie. Pamiętaj, że możesz na nas liczyć. A teraz wszyscy bijemy brawo dla Zuzanny, naszej małej bohaterki.

Zuzia utkwiła wzrok w podłodze, ale słysząc gromkie brawa, nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Wtedy Kinga podeszła do niej i pierwsze, co przyszło jej na myśl - to przytulić Zuzię bez włosów. Nie wiedziała bowiem, czym jest ten tajemniczy rak. Zwierzątko? A może to zwykłe przeziębienie..? Idąc za ruchem swego ciała, tak właśnie uczyniła. Poczuła, jak małe dłonie Zuzi słabiutko ściskają jej plecy.

            Dwa miesiące później Zuzia nie pojawiła się na zajęciach. Kinga poczuła się zawiedziona, ale przez kolejne trzy spotkania tańczyła z prowadzącą, dopóki za zajęciach nie pojawiło się kolejne dziecko, tym razem chłopiec. Niespecjalnie ucieszyła ją jego obecność, ale przynajmniej teraz miała kogoś swojego wzrostu do pary.

Po zajęciach z choreoterapii Kinga wybiegła z sali. Wtedy zauważyła, że jakaś obca kobieta wręcza jej mamie chustkę w kwiaty, tę samą, którą Zuzia nosiła na zajęciach. Poczuła wewnętrznie, że z jej koleżanką stało się coś niedobrego i zwolniła kroku, marszcząc czoło. Obie kobiety zwróciły się w jej stronę, a mama odezwała się jako pierwsza:

-Spójrz, jaki śliczny prezent zostawiła ci Zuzia! – w oczach miała łzy.

Kinga zawiązała sobie chustkę na głowie.

-Dlaczego Zuzia nie przychodzi na zajęcia? – spytała nagle stojącą obok mamy panią. Ta wyrwana z zadumy uśmiechnęła się smutno i odparła:

-Zuzia była bardzo chora, cierpiała na raka kości. To bardzo bolesna choroba, ale już na szczęście nie cierpi..

-Nie żyje?! – wyrwało się pięciolatce, a jej twarz wskazywała na to, że naprawdę się tym faktem zmartwiła. Obca pani pokiwała głową, ukrywając łzy.

-Teraz przez Zuzę muszę tańczyć z jakimś chłopakiem, a nie za bardzo ich lubię..

Mama Zuzi zaśmiała się przez łzy.

-Kingo, chciałabym ci bardzo podziękować w imieniu Zuzi. Okazałaś jej dużo wsparcia na zajęciach i często o tobie opowiadała, zwłaszcza o wydarzeniu z chustką. To taki mały prezent od niej, na pamiątkę wspólnych chwil. Dziękuję.

            Gdy Magda wracała z Kingą do domu, w samochodzie panowało milczenie. Kinga, ściskając w dłoniach kwiecistą chustkę, zastanawiała się, jak wymienić partnera w tańcu na dziewczynkę, a mama, jak nagrodzić córkę za jej empatię i dojrzałość.