WeekEnd w Barcelonie

Każdy przedłużony weekend w europejskim mieście jest przyjemny. 

Bardzo wiele aspektów ma na to wpływ. Można dolecieć bezpośrednio. Jest czysto. Można dobrze zjeść, niekoniecznie z  drewnianej lub plastikowej budy. Najczęściej jest o wiele więcej atrakcji dla dzieci niż w naszej szacownej stolicy. Reasumując bardzo przyjemnie wyrwać się na chwilę. Tym razem zdecydowaliśmy się spędzić przedłużony weekend w Barcelonie z naszym starszym synkiem Ignacym. Barcelona oferuje kilka bardzo fajnych atrakcji dla dzieci. Jest nad morzem, a więc mogą bawić się na plaży. Znajduje się tam jedno z największych oceanariów w Europie, fantastyczne ZOO oraz kilka bardziej kameralnych miejsc. Oczywiście spacer po parku Guell Antonio Gaudiego też dostarcza dziecku wielu wrażeń i prowokuje do wielu pytań: a dlaczego tu wszystko jest z talerzy? Dlaczego jaszczurka przy fontannie jest taka kolorowa i cała  potłuczona? Dla takich pytań i emocji  dziecka warto jest tam pojechać. Nasz plan był bardzo skromny i spokojny. Głównym założeniem było pospacerować, zobaczyć oceanarium, ZOO  i pobawić się na plaży. Oczywiście między tym co było zaplanowane a tym co robiliśmy dzieli nas przepaść. Po wylądowaniu w Barcelonie pojechaliśmy do naszego hotelu a właściwie mieszkania. Znaleźliśmy możliwość wynajęcia dwupokojowego mieszkania w samym centrum Barcelony przy Plaza Antonio Lopez. Cały budynek był podzielony na  mieszkania, na dachu znajdował sie taras z widokiem na port oraz basen. Niestety było jeszcze za zimno aby się w nim pluskać.

Polecam wszystkim to miejsce w Barcelonie ponieważ jest bardzo wygodne i dość tanie – Med-Aparts, Plaza Antonio Lopez 5, nejlepiej dokonywać rezerwacji przez Booking.com.

Lot był bardzo wcześnie, więc już o 10.00 rano byliśmy na plaży, gdzie Ignacy mógł poczuć pierwsze promienie wiosny. Bawił się na małych placach zabaw dla dzieci i biegał gdzie popadnie. Sama okolica plaży nie jest wyjątkowo atrakcyjna, ale sam fakt możliwości spędzenia czasu nad wodą w mieście jest bardzo miły. Na promenadzie wzdłuż plaży siedzą wiekowi hiszpanie popijając kawę grają w różne gry. Zazwyczaj w karty. Zaskoczyła nas również dość duża ilość ludzi młodych. Nie wiemy czy wynika to z kryzysu finansowego, że nie mają pracy tylko czas, ale było takich osób zadziwiająco dużo. Przynajmniej nie mając pracy mają ładne miejsce do spędzania wolnego czasu.

Tuż przy plaży jest stara dzielnica Barecelonetta, która kojarzy się troszkę z włoskimi miastami. Są wąskie uliczki i na każdym balkonie wisi pranie. Ilość turystów w tym miejscu też nie jest jakaś spektakularna więc można doświadczyć prawdziwej hiszpańskiej atmosfery. Są tam małe bary, wypełnione starszymi mieszkańcami, którzy już od rana, konsumują kawe, piwo i wspaniałe tapasy (małe przekąski), pieczone ośmiorniczki, krewetki, oliwki, pieczone ziemniaczki z ostrym sosem, male zielone papryczki oraz wiele innych lokalnych smakołyków. Urok  polega na tym, iż porcje są bardzo małe, więc wychodzi tanio. Oczywiście można zamówić sobie wiele tapasów i potraktować to jako posiłek. Hiszpanie jednak tak nie robią, biorą jeden lub dwa tapasy i cieszą sie ich smakiem popijając sangriją lub piwem.

Una serveza porfavor.

Jadąc do Barcelony nawet ze starszym dzieckiem, które już nie korzysta z wózka polecam rozważyć możliwość zabrania go ze sobą. Miasto jest bardzo urokliwe i najlepiej odkrywa się je pieszo. Dystanse są jednak na tyle znaczące iż maluch mógłby szybko się znudzić, zmęczyć. My mieliśmy mały rozkładany wózek i sądzę iż dzięki temu mogliśmy trafić w wiele miejsc bez specjalnego marudzenia.

Fajnym rozwiązaniem są tak zwane Barcelona Bus Turistic, które można znależć na końcu Ramblas, pod pomnikiem Krzysztofa Kolumba. Są to dwupiętrowe autobusy-cabriolety na poziomie 1, które przejeżdżają przez najciekawsze miejsca w mieście. Jest to łatwa metoda na poznanie większości miejsc i zdecydowanie do których jeszcze się wróci już na własną rękę. Proponowane są trzy trasy, czerwona – najdłuższa, niebieska i zielona. Miejska plaża przyciąga nie tylko turystów spragnionych piasku i morza, przychodzą na nią również licznie mieszkańcy Barcelony. Jest o tyle inna od plaż polskich, iż wiekszość osób nie wstydzi się własnego ciała a fakt topless jest kompletnie normalny. Hiszpanie są dużo swobodniejsi od Polaków w tym względzie. Oczywiście zależy to od miejsca, ale tak jak w Barcelonie półnagość nie jest wyzywająca czy niesmaczna, jest po prostu normalna. Ignacy bawił się dość długo na plaży, jak każde chyba dziecko odnalazł się w raju. Przy plaży jest wiele ławek i leżanek dla przechodniów wołających do nich - hej usiądźcie sobie na chwilkę, aby pocieszyć się słońcem i widokiem, w końcu każdego cieszy coś innego. Ja ukryłem się za okularami słonecznymi aby w spokoju spoglądać na morze. Samo otoczenie plaży nie jest spektakularnie piękne. Stoją wzdłuż wybrzeża dość wysokie budynki, co daje poczucie prawdziwej miejskiej plaży. Plaży nie z miastem w tle, ale miejskiej. Mniej więcej w połowie plaży, na jej tyłach znajduje się wspomniana już dzielnica Barcelonetta. Ciągnie się ona wzdłuż mariny z jednej strony aż do nowoczesnej rzeźby ryby z drugiej. Przypomina ona troszkę małe włoskie miasteczka. Pośród zacienionych wąskich uliczek jest wiele małych barów z których dochodzą dźwięki żywiołowych dyskusji ich klientów. Przyjemne miejsce aby odpocząć troszkę od słońca.