Czy rzeczywiście rozstanie najbliższych osób wpływa na funkcjonowanie dziecka, a później dorosłego człowieka? Czy z perspektywy czasu, postrzeganie tego trudnego wydarzenia zmienia się? Jak człowiek dorosły radzi sobie tym, co przeżył za młodu?

Poniżej przedstawiam rozmowę z kimś, kto przeszedł w swoim życiu rozstanie rodziców oraz  całkowity zanik kontaktu z jednym z nich.  Oczywiście jest ona anonimowa, za całkowitą zgodą osoby, z którą była przeprowadzona.

 Jak zapamiętałaś swoich Rodziców?

Nie do końca trafne pytanie. Ze względu na stały kontakt z Mamą nie muszę jej w żaden sposób zapamiętwać, bowiem nasza relacja trwa nieprzerwanie, na dobrych, przyjacielskich warunkach.

Chyba, że pytasz o czas rozwodu. Z tamtego okresu najbardziej pamiętam płacz mojej Mamy z pokoju obok. Cichy i słyszalny dopiero wówczas, gdy upewniła się po raz drugi, że obie z siostą już śpimy. Mama nie chciała byśmy widziały, że cierpi i że nie do końca chyba wie, jak damy sobie radę (wówczas ojciec był żywicielem Rodziny). Nigdy nie powiedziałam jej, że czekałam pod drzwiami aż się uspokoi i usłysze klik gaszonej lampki nocnej.

Z ojcem rozmawiałam ostatni raz w 1999 roku, zaraz po rozwodzie. Jak go zapamiętałam? …

 Łatwiej mi chyba powiedzieć, jak wspominanie go na mnie działa: wzbudza niepokój, złość,  obrzydzenie. Okres rozwodu i cała burza z tym związana wybiła te dobre wspomnienia. Ojca kojarze z tym co negatywne.  Zarchiwizowałam go pod kategorią „nie ma sensu do tego wracać”

 Jakie emocje pojawiały się w Twoim domu najczęściej?

Domniemam, że pytasz znów o czas gdy mieszkaliśmy razem, czyli o czasy przed-rozwodowe. Powiem, jakie emocje towarzyszyły mi, wówczas 8 /9 letniemu Dziecku.

Mogę powiedzieć, że to był czas oczekiwania. Oczekiwania na: powrót ojca z pracy, oczekiwania na weekend, bo zwykle spędzaliśmy ten czas poza domem, razem, aktywnie. Na wszelki wypadek zawsze odrabiałam lekcje zaraz po powrocie ze szkoły - gdyby ojciec lub Mama wrócili wcześniej z pracy i chcieli mnie sprawdzić. I żebyśmy ten wspólny czas mogli bez przeszkód, takich jak odrabianie lekcji, wykorzystać. Byłam chyba dzieckiem oczekującym Rodziców.

Okres około-rozwodowy wspominam jako stresujący. Wiązał się on z przeprowadzką, zmianą szkoły, miasta, środowiska. Ojca widywałyśmy wówczas już w trybie weekendowym i często w oparciu o regułę „postaram się, ale nie obiecuje”. Zwykle starania te nie przynosiły skutku.

 Za to niemogąca znaleźć pracy Mama była z nami, mną i moją wówczas 1,5 letnią siostrą  cały czas. Wreszcie.

Rodzice nie porozmawiali ze mną, nie wytłumaczyli mi dlaczego się rozstają. Przed samą wyprowadzką usłyszałam tylko „tatuś nie kocha już Mamy i dlatego musimy się przeprowadzić” tym samym winą i odpowiedzialnością za rozpad naszej Rodziny od samego początku obarczałam ojca. Po przeprowadzce, gdy zostałyśmy już we trójkę, działałam w trybie niezawodzenia i nierozczarowywania Mamy. Za najwyższy cel postawiłam sobie nie przysparzanie kłopotów, opiekowałam się siostrą bez marudzenia, uczyłam się dobrze, sprzątałam, uczyłam się piec i gotować. Byłam wówczas wobec siebie bardzo krytyczna, nie lubiłam siebie. Żyłam w przekonaniu, że mogę lepiej, bardziej, mądrzej.

 Moja Siostra miała wówczas niecałe 2 lata. Dziś mówi, że nie pamięta ojca.

 Co powodowało, że czułaś się szczęśliwa?

W czasach około-rozwodowych i porozwodowych: pochwała od Mamy, że zrobiłam coś dobrze. Działałam, uczyłam się by przysporzyć Mamie radości i momentu niecierpienia. To było moim motywatorem. Widzieć Mamę w jakiś sposób uszczęśliwioną.

Ta konieczność nierozczarowywania gdzieś głęboko we mnie wrosła, jej plony zbierałam niemal do dziś dzień jako pracoholik (przezwyciężam to!)

 Co obecnie sprawia, że czujesz się szczęśliwa?  

Dużo czasu potrzebowałam by wyleczyć się z potrzeby uszczęśliwiania innych i nauczenia się spojrzenia w/na siebie, jako osoby niezależnej. Takie świadome ogłoszenie własnej niepodległości okupione było łzami, terapią, upadkami, ale myśle, ze się udało. Czuje się szczęśliwa w rózny sposób i w róznych okolicznościach.  Najważniejsze, że to wszystko dzieje się na moich warunkach, z pozycji pełnej akceptacji siebie.

 W jakich sytuacjach jest Ci trudno z powodu tego, że Twoja Rodzina się rozpadła?

Najpierw powiem w jakich sytuacjach było mi trudno: oczywiście w okresie dojrzewania. Do eskalacji emocjonalnej związanej z tym „brzemieniem” doszło przy okazji pierwszego poważnego związku - w okolicach lat 20tu - swojemu ówczesnemu chłopakowi, powtarzałam podczas wszelkich kłotni i nieporozumień, że nie ma sensu ani tego naprawiać ani o tę relację walczyć, bo przecież i tak mnie kiedyś zostawi. Tak jak zostawił mnie ojciec.

 W efekcie zadziałał mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Jednakże, będąc od przepowiedni sprytniejszą, to ja go zostawiłam. Tym razem to ja byłam osobą opuszczającą, a nie opuszczną. Triumf? Porażka?

Najważniejsze, że to już za mną.

Tak jak już wcześniej mówiłam, duże piętno rozwód odcinął na mnie w obszarze obowiązkowości: „nie zawodzić” to był i niekiedy nadal jest nakaz rzutujący na moje wręcz czasem chorobliwe zaangażowanie i pracoholizm. Uczucie beznadziejności jest mi dobrze znane.

Bardzo długo walczyłam z tym, by zaakceptować własne porażki, które niekiedy postrzegałam jako totalną dewaluację własnej osoby. Umięjętność odpuszczenia przychodzi mi powoli i topornie.

Odmowę przyjęcia kolejnego obowiązku w pracy świętowałam we wrześniu szampanem. Po 94h nadgodzin!

Jeśli chodzi o chwilę obecną, najbardziej boli mnie fakt, iż moja Mama nadal obwinia się, że przez nią nasza Rodzina się rozpadła. Ja to widzę zupełnie inaczej, uważam, że każda z nas: Mama, Siostra, ja wyszłyśmy z tej całej sytuacji z tarczą. Chciałabym, by choć raz spojarzała na siebie moimi oczami: ja widzę w niej Bohaterkę.

 Jak sobie radzisz z problemami obecnie, co sprawia, że jesteś spokojniejsza?

Po pierwsze dużo łatwiej radzić sobie z problemami, gdy człowiek sam siebie akceptuje i pozostaje ze sobą fair. Lubię analizować problemy i drążyć, aż do korzenia. Lubię zadawać pytania, jeśli trzeba to też sobie. Wiem, już wiem, że nie jestem w stanie rozwiązać każdego problemu, kazdemu pomóc, dawać tyle, ile dostaje. Ta wiedza jest bardzo potrzebna, pozwala mi spokojnie spać.

Czy jest coś co powiedziałabym Rodzicom obecnie?

Mamie, że ją bardzo kocham i że jestem z niej cholernie dumna. Ojcu nie mam nic do powiedzenia. Mówią, że nie rozmawia się z nieznajomymi.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.